banner SWW

Sokoliki sekcyjnie 25-26.05.2013

Marcin Świrek

Kiedyś, ktoś, gdzieś, na jakimś spotkaniu sekcyjnym rzucił hasło "Sokoliki". Hasło na podatny grunt padło i wykiełkowało tak, że w konsekwencji tego kilkanaście dni później siedzieliśmy w Złotym Bączku i przemierzaliśmy jakże unikalne w Polsce twory inżynierii lądowej, autostrady. Oprócz mnie i Anitki, w Bączku zasiadła gościnnie Ola zwana Olzackusem.

Do celu dojechaliśmy późno, bo po 23.00, a i to dzięki telefonicznemu systemowi naprowadzania Bartka i Asi. Ekipa klubowa stołowała się już od dawna w socjalu, a my tymczasem rozłożyliśmy nasze namioty na zielonej trawce i zmęczeni całym dniem poszliśmy na spotkanie z Morfeuszem.

Z rana dnia kolejnego zjedliśmy śniadanko na świeżym powietrzu, spakowaliśmy szpej i gęsiego pobiegliśmy za kustoszką rejonu, Asią, w stronę upragnionych skał. Na pierwszy ogień poszły Sukiennice. Okazało się, że cały dzień będę Prywatną Kulą u Nogi Bartka, który narzucił całkiem fajne tempo wspinu. Do pierwszej drogi podszedłem dość sceptycznie, bo na ścianie nie widziałem ani dziurek ani naszego jurajskiego 'mydła'...Coś musiało być nie tak . Ku mojemu zdziwieniu było zupełnie odwrotnie, a formacje serwowane przez tamtejszą skałę bardzo utrafiły w mój gust, nie mówiąc już o tarciu . To, że zimno było niemiłosiernie zeszło na dalszy plan, a puchówka użyczana mi przez Bartka podczas asekuracji zniwelowała ten mankamencik do zera. Szybko zaliczyliśmy 3 proste dróżki, podczas gdy Anitka walczyła wespół z Olą opodal na Chatce.

 

Po zaliczeniu Sukiennic przenieśliśmy się na sąsiednią Krzywą, gdzie padły w dość szybkim tempie i masakrycznym wietrze dwie dróżki. Później chwila oddechu, kilka fotek i z coraz bardziej oblężonych przez kursy wszelakie Sukiennic i Krzywej udaliśmy się na Jastrzębią Turnię, gdzie wcześniej wyemigrowała Asia z Jelonem. Tam już nieco wymięty i z niemałymi ubytkami skóry na palcach wstawiam się w coś trudniejszego, ale niestety ani fortuna ani moje samozaparcie nie dają rady, i drogę robię w stylu AF . Anitka z Olą wstawiają się w Kancik i na dziś kończymy...Późnym popołudniem wracamy na pole namiotowe, taszcząc drewno na wieczorne smażenie kiełbaski popijanej specjałami z okolicznych browarów. Mniam.

 

Kolejny dzień, po o dziwo suchej nocy, zaczynamy koło 8.30 szybkim śniadankiem i wymarszem w skały. Jako cel na pierwszy ogień idzie Jastrzębia Turnia i droga, która nie puściła mnie dzień wcześniej. Niestety mimo skupienia zrzuca mnie i dziś. Trochę w tym pecha, bo w pierwszej przystawce urywam chwyt odpadając sprzed drugiej wpinki, a drugie podejście to już kompletna klapa z agrafką w tle. To zdecydowanie nie mój dzień. W każdym razie "I'll be back!!!" jak to mawiał Pan Gubernator :) .

 

O 13.00 wracamy na pole namiotowe, gdzie po szybkim posiłku wsiadamy do Złotego Bączka i wracamy do Krakowa.

Podsumowując: jak dla mnie wyjazd bardzo udany, i na 100% wrócimy tam jeszcze w sezonie.

 

Tekst: Marcin

Zdjęcia: Anita i Marcin

Fotki tutaj.