banner SWW

  • Mikołaj Pudo
  • Kategoria: Skałkowe

O Przybyciu Tytanów i nie tylko

W sumie to może być rzeczywiście dobra motywacja przed sezonem panelowym, więc napiszę kilka słów jak to się stało że droga (Przybycie Tytanów VI.5+) padła.

Zacznę od tego że zrobienie drogi za VI.5 jest spokojnie w zasięgu bardzo wielu osób. Poza tym nie należy mojego doświadczenia brać za bardzo do serca. U mnie to zadziałało, ale działać musiało długo. Jak ktoś się postara, to do takich trudności dojdzie znacznie szybciej. Przez 8-9 lat wspinałem się bez specjalnego zaangażowania i treningu, w tym czasie po prostu jeździłem w skały i w góry i tak udało mi się doczłapać do poziomu VI.3. Dopiero potem zacząłem trenować i w ciągu 4 lat przeskoczyłem na mój aktualny poziom.

K8 A Maharadza Maharadza Dol.Bolechowicka 2013 08 20

Myślę że przynajmniej do poziomu VI.2-3 warto trenować pod czyimś okiem. Miałem tą przyjemność, że chodziłem na klubową sekcję panelową kiedy treningi prowadził Mechanior. Dało mi to bardzo dużo, bo nauczyłem się mniej więcej na co zwracać uwagę i jak trenować. Wspólne treningi dają systematyczność i świetnie motywują. Potem trenowałem już sam, więc systematyczność dramatycznie spadła, ale ponieważ zacząłem chodzić na Koronę, to motywacja ogromnie wzrosła. Okazało się nagle że najsłabsi tam zawodnicy są mocniejsi ode mnie, więc trzeba było zacisnąć zęby i doładować :)

Teraz nie trenuję zgodnie z żadnym planem treningowym. Czuję że to nie jest efektywne i bardzo chciałbym to zmienić. Zawsze jesienią obiecuję sobie że będę się trzymał planu i będę pilnie ładował. Potem jednak okazuje się, że w weekendy trzeba jeździć w góry, więc w tygodniu nie mam za bardzo siły na solidny trening (a potem w weekend nie mam za bardzo siły na wspinanie w górach, bo jednak poszedłem na panel i zrobiłem solidny trening). Wszystko wychodzi więc bardzo chaotycznie, treningi są raczej z doskoku i służą głównie podtrzymaniu formy, a nie jej budowaniu.

Wiosną oczywiście okazuje się że jestem flak i walczę o życie na drogach na których dawniej się rozgrzewałem. Na szczęście powrót do formy zawsze jest o wiele szybszy niż jej budowanie, więc kilka wyjazdów w skały i kilka sesji na kampusie pozwala znów spojrzeć optymistycznie na sezon.

Oczywiście trening fizyczny jest niezwykle ważny, ale chyba ważniejsze jest to co siedzi w głowie. Po pierwsze trzeba uwierzyć, że zrobienie trudniejszej drogi jest możliwe. Po drugie trzeba się pogodzić z tym, że wymaga to sporego nakładu pracy i niekoniecznie musi przyjść natychmiastowo. Istotne jest aby wyznaczać sobie cele pośrednie. Powinny one być realistyczne i możliwe do osiągnięcia w przeciągu kilku miesięcy. Nie ma sensu obierać sobie celu typu: chcę w życiu dojść do poziomu VI.5. Lepiej powiedzieć sobie: w najbliższym sezonie podniosę mój poziom RP o jeden stopień, a jeszcze lepiej znaleźć sobie konkretną drogę, która stanie się takim celem. Potem to już tylko kwestia wytrwałości i odrobiny szczęścia. Mało przeżyć daje taką radość jak osiągnięcie takiego celu, a do tego jeszcze bardziej wzrasta motywacja do dalszego rozwoju.

Na Przybyciu właściwie nie miałem już żadnych wątpliwości co do tego czy drogę zrobię. Górna część jest taka sama jak w Montokwasie, który zrobiłem roku temu. Dolna część jest również podobna do Montokwasu: gnioty w pionie, czyli to co lubię. Trudnością jest jedynie to, że nie ma za bardzo gdzie odpocząć i do kruksa dochodzi się już solidnie spranym. Wiedziałem więc że jest to tylko kwestia zrobienia odpowiedniej wytrzymałości.

Ciekawe są natomiast dwie obserwacje które poczyniłem. Po pierwsze jak już zacząłem się wstawiać z dołem, to nagle problemem okazała się głowa. Po zrobieniu dwóch wpinek atakowały mnie myśli typu: "Co ja tu robię? Przecież to jest trudniejsze od wszystkiego na czym się wspinałem w życiu! Nie dam rady!". Sporo czasu poświęciłem więc na przekonanie mojej głowy, że jednak dam radę. Po drugie zauważyłem że po odpadnięciu w kruksie strasznie dyszę. Okazało się że prawie całą dolną część drogi robię na bezdechu. Zacząłem sobie wtedy powtarzać przed wejściem w drogę że mam oddychać. I wtedy nagle okazało się, że do kruksa dochodzę bardziej świeży, jak spadam to nie sapię, a jak już go w końcu zrobiłem, to prawie nie zauważyłem trudności :)

Trochę się rozpisałem, ale mam nadzieję, że komuś to się przyda i znajdzie w sobie motywację, żeby trenować i zawalczyć o jeszcze wyższą cyferkę. A potem okaże się, że tak naprawdę nie chodzi o cyfrę, ale przyjemność z tego jak już się fajną drogę zrobi.

 PS. Chciałbym jeszcze dodać, że bardzo ważne jest znalezienie sobie wytrwałego partnera z którym będzie można jeździć zylion razy w to samo miejsce. Ja nie zrobiłbym żadnej z moich trudniejszych dróg gdyby nie Ola Tyrna i Asia Dulemba. Dzięki dziewczyny! :)

Komentarz Piotrka Sztaby:

Ty Mikołaj jesteś realnym przykładem ze po 8 latach błąkania się po krzakach (oczywiście zdobywałeś doświadczenie, niemniej długo :), zacząłeś trenować i są wyniki.  Nikomu trudne drogi nie przyszły same, chociaż tak może się wydawać z zewnątrz. Każdy poziom wspinania jest fajny,  warto jednak się rozwijać,  to zwiększa pewność siebie w skale, otwiera nowe możliwości wspinania się po ładnych drogach (te najczęściej są trudniejsze) i podnosi bezpieczeństwo choćby w nieasekurowanym terenie górskim. Trzeba jednak przez 2-3 lata zintensyfikować działanie i cisnąć najlepiej jeszcze  gdy się  nie ma dzieci, kredytów i  partnerów, którzy  ciągną na plażę. Potem po prostu jest dużo trudniej dojść do wyższej cyfry, a przecież każdy może zrobić 6.5

Do zobaczenia w Bolecho :)

  • Kategoria: Skałkowe

Topo nowego sektora Drytoolowego na Zakrzówku

Topo nowego sektora Drytoolowego pod nazwą Trytool. Został on przygotowany przy okazji Krakowskiego Mityngu Drytoolowego Trytool 2015. Jest na nim 5 nowych dróg - cztery pierwsze wyposażone są w komplet przelotów + stan, piąta to droga wędkowa.

Sektor powstał dzięki wsparciu PZA(ringi) i wspólnej pracy następujących osób z KW Kraków:

- Michał Gabzdyl,

- Tomasz Pawłowski,

- Krzysiek Kalkowski, 

- Piotrek Sztaba, 

- Marta Ziembla, 

- Darek Pilecki, 

- Jarosław Kruczek, 

- Łukasz Iwon, 

- Ewa Piórecka

TT2015 topo nowy sektor publikacja

  • Bartek i Asia Klimas
  • Kategoria: Skałkowe

Korsyka

Korsyka - przewodnik wspinaczkowy

Korsyka

Korsyka w całej okazałości :)

Artykul ten powstał na bazie naszych doświadczeń z 3 tygodniowego wyjazdu, który miał miejsce w kwietniu 2009. Postanowiliśmy go napisać w związku z stosunkowo niewielką iloscią informacji związanych ze wspinaniem na Korsyce w naszym języku (jeden artykuł Dawida Kaszlikowskiego).

Skupimy się w nim na krótkiej charakterystyce odwiedzonych rejonów wraz z podaniem niezbędnych praktycznych szczególów. Przy opisie rejonów i sposobie dojazdów posiłkowaliśmy się pamiecią i przewodnikiem Falaises de Corse. Informacje o każdym z odwiedzonych przez nas rejonów obejmują:

  • subiektywną ocenę od * do *****
  • opis dojazdu, wraz z podaniem dogodnych i sugerowanych przez autorów przewodnika miejsc parkingowych
  • krótki opis rejonu, typu skaly i dostępnych trudności
  • sugestie, o ile takie są, co do miejsca noclegowego w okolicy

Korsyka - przydatne informacje

Dojazd

Samolot do Bastii, Ajaccio potem wynajem samochodu.

My wybraliśmy wariant z własnym samochodem i promem z Livorno. Dojazd do Livorno to ok. 1500km z Krakowa, prom ok. 120e (przewoźnik Moby) za 4 osoby z samochodem. Wydaje sie to lepsze i bardziej opłacalne rozwiazanie, aczkolwiek bardziej wymagajace.

Ostry zakret na Korsyce

Efekty zbyt szybkiego wchodzenia w zakrety na Korsyce

Drogi
Drogi na Korsyce, wbrew powszechnie panujacej opinii są w dobrym stanie (porównujac do polskich). W miarę swobodnie i stosunkowo szybko można się przemieszczać po wschodnim wybrzeżu, ze wzgledu na jego płaską charakterystykę. W glębi wyspy i na zachodnim wybrzeżu drogi są kręte (trzeba uważac na ostre zakręty – zdjecie obok) i szybko pokonują duże róznice wysokości. Stąd też podróżowanie po nich to dla jednych (tzn. kierowcy) czysta przyjemnosć jazdy, dla drugich zaś (czyt. pasażerów) istna męczarnia. Nalezy uważać na korsykanskich kierowców, którzy dość brawurowo po nich się poruszają. Jednak kilka dni doświadczenia pozwala na równie sprawną jazdę. Przy pokonaniu na wyspie ponad 1,5 tys km średnia nasza predkość wynosłla 50 km/h.

Samochód
Sugerowany jest samochód z silnym silnikiem (najlepiej diesel). Strome podjazdy i zjazdy mogą dla osób niewprawionych w tego typu jeżdzie zakonczyć się zupelnym zużyciem klocków hamulcowych. Dodatkowo polecam wysokie zawieszenie, ponieważ dostanie się do niektórych campingów zarówno tych oficjalnych jak i tych mniej, wiąże się często z pokonaniem dróg mocno wyoranych przez strumienie. Przed wjazdem na prom najlepiej jest zatankować w porcie do pelna, ponieważ paliwo na wyspie jest nawet do 20% droższe. Dobrze jest również mieć duży zapas paliwa przy wybieraniu sie w gląb wyspy, ponieważ stacje benzynowe znajdują się przy glównych drogach i w większych miastach. Przy drogach oznaczonych na mapie na zólto i tych zupelnie lokalnych są raczej marne szanse na uzupełnienie niedoborów paliwa. Dodatkowo w weekendy i święta narodowe, duża ilość stacji jest nieczynna.

Przewodniki
Falaises de Corse - przewodnik po drogach sportowych do nabycia w Bastii w sklepie Randonne Chasse, który to znajduje sie w połowie ulicy Emili Sari – koszt 30e. Estetyczne, czytelne i wytrzymałe wydanie zarówno w jezyku francuskim, jak i angielskim. Znajduje się w nim opis ponad 45 rejonów, z podaniem dokładnego schematu dojazdu, dostępnych parkingów i dojścia do skał. Nie udało się ustrzec autorom przed popełnieniem kilku błędów, ale nie przyslaniają one ogólnej pozytywnej oceny. Polecamy jego zakupienie – wart jest tego.

Le massif de Bavella – przewodnik opisujący drogi wielowyciągowe w Bavelli. W dużej mierze jest on stworzony na podstawie rysunków znajdujących sie w l’Auberge – restauracji znajdującej się przy przełęczy. Można poprosić tam o dostępne książki ze schematami okolicznych dróg wielowyciągowych.

Routard Corse – popularny przewodnik po Korsyce – koszt ok. 11e. Pomimo że jest on w języku francuskim, zawiera on listę najtańszych i najbardziej popularnych camp’ów na wyspie. Podane są w nim ceny za nocleg. Tak więc jego zakupienie może się szybko zwrócić i zaoszczędzić nam poszukiwania przyzwoitego cenowo noclegu.

Jedzenie
Ceny w supermarketach europejskie. Polecamy zabranie z Polski mięsa w każdej możliwej postaci, ponieważ to dostępne na wyspie jest dość drogie i dyskusyjne pod kątem smakowym. Lokalne wedliny, szeroko zachwalane przez przewodniki, w opinii napotkanego na promie rodaka, który pracowal na wyspie, jako masarz, nie dorastają do pięt naszym rodzimym. Dodatkowo, wbrew zapewnieniom ich producentów przy ich produkcji są używane konserwanty. Warto jednak polecić szeroki wybór lokalnych serów i win, które oferują doskonałe wrażenia smakowe, przy stosunkowo niewielkiej cenie.

Biwakowanie
Kwestia biwakowania na dziko nie wygląda tak żle jak to jest przedstawiane w większości dostępnych relacji. Problemem jest powszechne grodzenie prywatnych posesji, co związane jest z wypasaniem na nich bydła. Są jednak miejsca, w których warto zabiwakować, ze względu na ich niepowtarzalny charakter – podane zostaną one przy opisach rejonów. Sugerujemy jednak, aby na miejsca biwakowe wybierać campingi. Ich ceny, podobnie jak i standard są mocno zróżnicowane. Na wybrzeżu ceny kształtują się w okolicach 7-9e za osobe. W glębi wyspy możliwy jest już nocleg od 4,5e (np. Zonza). Wspomniany wcześniej Routard po Korsyce, to doskonale zródło informacji o dostępnych campingach.

Język

Francuski. Warto poznać kilka podstawowych zwrotów w tym języku, aby mieć możliwość porozumienia się. Angielski raczej zachowajmy na rozmowę z turystami. Mieszkańcy wyspy (zwłaszcza osoby starszej daty i z mniejszych miejscowości) posługują się językiem korsykańskim. Tablice są przeważnie dwujęzyczne (francuski u góry, korsykański u dołu), jednak lokalne ruchy patriotyczne skutecznie walczą z górnym rzędem liter przy użyciu czarnej farby i śrutu. Tak więc, nie bądźcie zdziwieni widząc mocno pokreślone znaki miejscowości i na dodatek potraktowane strzałem z dubeltówki.

Skała
Korsyka w glównej mierze zbudowana jest z granitu. Tworzy on wiele formacji, od tarciowych technicznych rajbungów, po rzadko spotykane formacje zwane tafonis. Bez względu na charakter formacji, wspinanie po nim w większości przypadków, to czysta przyjemność. Wszystkie z opisanych przez nas rejonów zbudowane są z granitu. W pólnocnej części Korsyki (okolice St Florent) występują łupki, tworzące charakterystyczne przewieszenia. Skrajnie południowa część zbudowana jest z fantastycznych klifów kredowych, na których położone jest urokliwe miasto Bonifaccio. Z racji charakteru skaly wspinanie po niej jest raczej niemożliwe.

Kiedy jechać
Najlepszym okresem do wspinania na Korsyce jest wczesna wiosna (do maja) i późna jesień. Wyjazd w okresie letnim nie daje możliwosci wspinania w ciągu dnia ze względu zbyt wysokie temperatury.

Co warto zobaczyć
Praktycznie wszystko co oferuje Korsyka jest warte zobaczenia. Od pięknych piaszczystych plaż wschodniego wybrzeża, przez górzyste centrum wyspy, po skaliste klify zachodniej części wyspy. Urodą zachwycają również małe miasteczka ze specyficznym klimatem. Jednym słowem jest co robić w trakcie dni restowych :).

Centralna Korsyka

To mocno górzysty obszar z silnymi patriotycznymi korzeniami (Corte). Oferuje on granitowe wspinanie po fantastycznych formacjach. Najbardziej polecane przez nas są wąwozy Restonica i La Richiusa.

RESTONICA ****/*****

Widok z koncowego parkingu w Restonice

Dojazd
Restonica to wąwóz polożony w bezpośrednim sąsiedztwie Corte – miasta leżącego w centrum wyspy, byłej stolicy Korsyki. Przy wjeżdzie do starego miasta zauważymy drogowskazy w lewo kierujące na drogę biegnącą dnem wąwozu. Zaczyna się ona wąską uliczką wiodacą pomiedzy zabudowaniami Corte. Po drodze po prawej mijamy camping (w głębi wąwozu jest jeszcze jeden). Już po przejechaniu kilku km pojawiają się pierwsze sektory wspinaczkowe leżące po prawej stronie. Po ok. 15 km droga kończy się dużym płatnym parkingiem. Z niego podchodzi się do sektorów wielowyciągowych. Droga ma w większości szerokość ok. 2m, stąd tez ruch dwukierunkowy wiąże się z koniecznoscią częstego cofania i zjeżdżania na ‘mijanki’. Wymaga to mocnych nerwów, ponieważ często brak jest barierek oddzielajacych ję od przepaści.

Nocleg
Spanie i parkowanie na terenie wąwozu jest surowo zabronione. Amatorzy bezpłatnego kawalka trawy muszą poszukać go przy drodze biegnącej z Corte w kierunku Alerii. W wąwozie są dwa campingi – jeden na samym początku, drugi w jego połowie. My spaliśmy w Corte na campingu Saint Pancracé (N 42o19’11”, E 9o08’50”). Stawki 5.5euro/osoba, namiot 3 euro, samochód 3 euro. Poza sezonem możliwa negocjacja ceny. Według Routarda jest to najtańszy camping w Corte.

Opis
Restonica to szereg sektorów rozmieszczonych wzdłuż drogi biegnącej wąwozem. Wspinanie po przepieknych granitowych formacjach. Jest tu olbrzymia ilosc zarówno sportowych, jak i wielowyciągowych dróg. Trudności siegają stopnia 8a+. Nasza wizyta w Restonice zakończyla się niestety na jednym dniu wspinania, ze wzgledu na niestabilną pogodę.

Cuccia

Cuccia - pierwszy sektor

Dojazd
Z drogi N193 Bastia-Corte za miejscowoscia Francardo odbijamy w prawo na D84 Albertacce/Porto. Droga biegnie pięknym wąwozem by po ok. 17 km (N 42o20’41”, E09o02’51”) dotrzeć do wyasfaltowanego parkingu na zakrecie (po lewej stronie). Po prawej betonowe schody zawiodą nas w kierunku pierwszego sektora polożonego tuż obok.

Nocleg
Jest mozliwość spania na dziko bezpośrednio w okolicy sektora – są ku temu stosowne platformy trawy. Trzeba mieć jednak na uwage duzża ilosc zwierząt, które są wypasane na tych zboczach.

Opis
Rejon oferuje zróznicowane wspinanie glównie po granitowym tafonis. Dominują przewieszenia. Niestety, ze względu na pogodę nie wspinalismy sie w nim.

LA RICHIUSA ****

La Richiusa

Dojazd
Jadąc drogą N193 z Ajaccio do Corte, w miejscowości Bocognano odbijamy w lewo na Busso. Następnie przejeżdżamy wiaduktem nad nowobudowaną drogą i po ok. 1km skręcamy między domami ostro w lewo, w dól. Na koncu drogi (N 42o05’29”, E09o03’57”) parkujemy naprzeciw małej elektrowni wodnej. Dalej na nogach przez most nad rwącą rzeką. Drogowskazy poprowadzą nas dalej aż do sektorów wspinaczkowych.

Nocleg
Możliwe rozbicie namiotu po drugiej stronie rzeki – samochód zostawiamy, na wspomnianym parkingu. Trzeba pod uwage jednak wziąść fakt, ze jest to teren zagrożony nagłymi przyborami wody.

Opis
Bardzo malowniczo polozony rejon. Piekny wawóz, wiodacy aż do pokrytych sniegami szczytów, którego dnem plynie rwacy strumień. Sektory leża po jego prawej stronie (trzeba się przez niego przeprawić). La Richiusa charakteryzuje się róznorodnym wspinaniem od czujnych plyt, po mocno przewieszone drogi (do 8a). Jest to też popularny rejon szkoleniowy, na co wskazuje obicie szerokiej gamy łatwych dróg. W glębi wąwozu są drogi wielowyciągowe, np. opisana w przewodniku Falaise de Corse – Opium.

VERGHELLU ***

Dojazd
Jadac droga N193 z Ajaccio do Corte zaraz za przejechaniem jednego z najdłuzszych mostów drogowych na Korsyce, (Pont du Vecchio - obok niego jest równie dlugi most kolejowy) skręcamy w lewo. Po ok. 1 km po prawej stronie zauważymy sektory wspinaczkowe. Parkujemy (N 42o11’50”, E09o09’38”) po lewej stronie drogi (uwaga na stromą skarpę).

Opis
Wspinanie plytowe, przeważnie czujne rajbungi. W rejonie ok. 20 dróg (do 6c).

POŁUDNIOWA KORSYKA

CHISA ***

Dojazd
Jadac drogą N198 z Alerii do Solenzary w miejscowości Travo odbijamy w prawo w kierunku Chisa. Po przejechaniu ok. 10 km docieramy do zabudowań po lewej stronie. Zostawiamy samochód po prawej stronie drogi przed znakiem oznaczającym uwaga na ogien - attention au feu. Jest tam mala polanka, nad którą widnieje drewniana tabliczka - propriete privee (znaki zakazu campowania i ognisk). To miejsce zostalo uzgodnione z wlaścicielem, jako najbardziej odpowiednie na parking. Z tej polanki odchodzi scieżka biegnąca do góry, prowadząca pod skaly.

Nocleg
Przy drodze z Tavo do Chisa (ok. 5,5km od Tavo) jest popularne wsród kajakarzy miejsce biwakowe – tuz za mostem nad rzeką po lewej stronie drogi.

Opis
Drogi bardzo dobrze obite, niestety niektóre z nich porośnięte są śliskimi porostami i o czujnym wstawianiu nóg można zapomnieć. Wycena dróg również nie jest rzetelna (taka informacja pojawia sie również w przewodniku) jest ona lekko zawyżona. Tak wiec jest to idealny rejon na wykoszenie tak pożadanej cyfry ;) Jakosc skaly dobra, drogi chodzone sa oczyszczone ze wspomnianych porostów.

BAVELLA *****

Bavella - widok na sektory sportowe z parkingu na przeleczy

Dojazd
Na wjeździe do Solenzary od strony Alerii (droga N198, zjazd tuz za mostem) skręcamy w prawo w D268 wiodacą w kierunku Bavelli. Droga wije się przez ok. 30 km wąwozem. W górnej jego części, po prawej stronie mijamy turnie, na których wytyczone są drogi wielowyciągowe. W końcu docieramy do miasteczka Bavella i samej przełęczy (Col de Bavella), na której to jest umiejscowiony po lewej stronie drogi obszerny parking, prawdopodobnie płatny w sezonie. Sektory sportowe są po prawej stronie, ok. 10 min od parkingu.

Nocleg
Spanie na dziko w Bavelli jest zakazane, o czym przypominają gęsto rozstawione tablice. Najlepszym rozwiazaniem jest zjazd do pobliskiej Zonzy (ok. 9km), a następnie skręt na rondzie w kierunku Quenza (pierwszy wyjazd). Po ok. 2km docieramy do campu, zjazd w prawo na zakrecie drogi (N 41o46’07”, E09o10’39”). Cena campingu to 3,5euro za osobę, 2 euro/namiot/samochód. Nowe zaplecze sanitarne, wiata, pilkarzyki i miejsce do grillowania to glówne zalety tego miejsca (pomijajęc cenę).

Opis
No cóz – rewelacja. Zdecydowanie najlepsze miejsce do wspinania na wyspie. Sektory sportowe oferują olbrzymią ilość dróg w szerokim zakresie trudności i różnych formacjach (fantastyczne tafonis). Granit w Bavelli jest zjawiskowy i niewiele przypomina nasz tatrzański. Wspinanie sportowe to jedno, a drogi wielowyciągowe, to druga sprawa. Przewodnik sportowy niestety w niewielkim stopniu je opisuje. Tu konieczne jest zakupienie przewodnika po drogach wielowyciągowych, poszperanie w Internecie (linki na końcu artykułu), lub też wizyta w l’Auberge i przerysowanie dostępnych tam schematów (trzeba poprosić o nie u obsługi).

 

Orientacyjny przebieg drogi Le dos de L'Elephant na filarze Punta di U Corbu

Le Dos De L'Elephant

Poniżej kilka wskazówek i porad dotyczących wielowyciągowego klasyka Bavelli biegnącego filarem Punta di U Corbu.

Dlugość
280m (9 wyciagów), ok. 4-5h

Trudności
6c (6a obligatoryjne)

Niezbędny sprzet
12 ekspresów, lina podwójna 50m, taśmy

Asekuracja
Droga jest w pełni ubezpieczona, stanowiska wyposażone sż w mailony do zjazdów.

Charakter wspinania
Droga prowadzi przepięknymi rajbungowymi płytami z niewielką ilościa tafonis.

Opis dojścia
Dojście pod drogę wydaje się najtrudniejszym jej elementem. Z przełeczy (Col de Bavella) zjeżdżamy w dół w kierunku Solenzary. Po pokonaniu serii zakretów przejeżdżamy przez most nad potokiem Polischellu (jest tabliczka informacyjna). Tuż za mostem jest po lewej stronie tablica z mapż szlaków na terenie parku. Po prawej stronie drogi zostawiamy samochód w zatoczce i podejście rozpoczynamy ściezką widoczną tuż obok tablicy. Należy podażać bezwzględnie ścieżką biegnącą w pobliżu potoku ( po jego prawej stronie). Jak nam sie to uda, to po ok. 40-50 min dotrzemy do małego jeziorka z wodospadem. Po lewej stronie powinniśmy mieć charakterystyczną wysoką turnie ze scianą pokrytą czarnymi naciekami. Po prawej będzie niewielka ścianka z ciemnego granitu i skośnie biegnąca pólka do góry w prawo. U jej podnóża powinien być duży kopiec kamieni. Dodatkowo po lewej stronie tej ścianki powinien być maly strumyk (w lecie może wyschać). Tą pólką podążamy do góry w kierunku widocznego już z pomiędzy drzew filara Punta Di Corbu. Ścieżka biegnie korytem strumienia i doprowadza po ok. 15 min tuż pod samą ścianę i drogę. Tuz pod wejściem w drogę plłynie wspomniany strumyk – można się w nim zaopatrzyć w wodę. Calość dojścia powinna zająć ok. 1h. Glównym problemem jest duża ilość ścieżek w makii i kopczyków wskazujących ‘tą’ słuszną drogę. Z własnego doświadczenia nie polecamy korzystania z nich, szukania skrótów itp., ponieważ kończy się to przedzieraniem przez kłujące zarśla i rosnącą frustracją. Nam podejście i zejście zajęło sumarycznie ok. 5h – ze wspomnianych względów.

Zjazdy
Zjezdzamy drogą (mailony w stanowiskach). Ok. 8-9 zjazdów.

Dodatkowe informacje
Jest możliwość przedłużenia drogi o dodatkowe 3 wyciągi i wyjście na sam szczyt. Ze szczytu zgodnie z dostępnym schematem powinny być trzy zjazdy.

POŁUDNIOWO - ZACHODNIA KORSYKA

MACÀ CROCE *

Dojazd
Z drogi N196 wiodącej z Priopriano do Ajaccio skręcamy w miejscowości Bicchisano w prawo na Aullene, a po ok. 9 km zjeżdżamy w lewo na Maca Croce/Croce. Po ok. 1 km zostawiamy samochód przy drodze (N 41o47’00”, E09o01’28”) i podążamy ścieżką w prawo rozpoczynającą się od kamienia z czerwonym rysunkiem wspinacza. Ścieżka po ok. 30 min doprowadza do sektora. Dalej scieżka oznaczona kopczykami za turnią skalną schodzi w dól (jest po drodze poreczówka i stopnie stalowe).

Opis
Subiektywnie, to był najgorszy rejon z odwiedzonych przez nas na wyspie. Jest on doskonale oznaczony, ścieżki z drogowskazami, poręczówki i stopnie do zejścia, każda droga jest podpisana i aż nad wyraz dobrze obita, jednak jakość skaly jest brutalnie ujmując beznadziejna. Stopnie i chwyty się krusza, co znacząco obniża komfort i jakość wspinania.

MONTE GOZZI ****

Wspina sie Bozena Burek w sektorze sportowym Monte Gozzi

Dojazd
Z Ajaccio kierujemy się drogą N194 na Corte, a następnie na jednym z rond (w prawo zjazd do Geanta) skręcamy w lewo w D81, drogi wiodącej na Piane. Są dwa sposoby dotarcia do Gozzi, każdy zależny gdzie zamierzamy się na niej wspinać. Zarówno pierwszy jak i drugi prowadzi do sektora sportowego polożonego w szczytowej części ściany Gozzi. Drugi jest najlepszym rozwiązaniem w celu podejścia do wielowyciągowych dróg.

Zjazd z D81 po ok. 6,5km od wspomnianego ronda na Appietto, następnie po ok. 2 km skręcamy z glównej drogi w dól przez mostek w kierunku kaplicy na wzgórzu (N 42o00’37”, E08o46’07”). Przy niej zostawiamy samochód, zaopatrujemy się w wodę (kran) i ruszamy ścieżką biegnącą do góry w kierunku Gozzi. Przed masztem telekomunikacyjnym będzie po prawej stronie brama w ogrodzeniu, przechodzimy przez nią (nie zapomnijmy ją zamknąc za sobą) i skręcamy w wyraźną ścieżkę w lewo, pnącą się mozolnie przez zarośla do góry. Po drodze przechodzimy przez jeszcze jedną bramkę i po ok. 1h docieramy do ruin starego domu. Stąd podażamy za kopczykami i schodzimy w dól wąwozu przez zarosla. W celu dotarcia do sektora sportowego – konieczny będzie min. jeden zjazd w dól.

Zjazd z D81 po ok. 3,5km w kierunku miejscowosci Afa, po ok. 1,5km skrecamy w lewo i jedziemy za glówna (ok. 1,6km) droga az do rozwidlenia dróg – tam skrecamy w lewo i po ok. 1km za wyraznym zakretem w lewo parkujemy (N 41o59’57”, E08o47’20”) po prawej stronie drogi. Obok jest drogowskaz ‘Gozzi’. Konieczne przejscie przez ogrodzenie i dalej sciezka do góry w kierunku Gozzi. Po ok. 30min beda drogowskazy na sciezke w prawo prowadzaca pod wielowyciagówki startujace po prawej stronie sciany. Idac dalej prosto dojdziemy do kuluaru, który zaprowadzi nas az do wspomnianego wczesniej rejonu sportowego. Po lewej startuja drogi prowadzace glówna sciana Gozzi.
Pierwsze podejscie jest mniej meczace, poniewaz trawersuje zbocze i zaprowadza nas na sam szczyt Gozzi. Jest bardziej malownicze, jednak jego mankamentem sa wspomniane zjazdy. Drugie podejscie jest chyba bardziej popularne, zarówno do dróg wielowyciagowych, jak i sektora sportowego.

Widok na Monte Gozzi z pierwszego wariantu podejscia

Nocleg
Camping du Solei (N 42o00’09”, E08oo42’29”). Zjazd z D81 po ok 6,6km z lewo (drogowskazy). Po ok. 4km po lewej stronie zjazd do campu malowniczo polozonego u podnóza góry. Cena – 8e za osobe (lacznie z oplatami za namiot i samochód). Zaleta tego campu jest bliskosc zarówno Gozzi, jak i wspanialej zatoki Golfe de Lava (4km od campu).

Opis
Góra Gozzi polozona jest w niewielkiej odleglosci od Ajaccio i jest doskonale z niego widoczna. Oferuje ona zarówno wspinanie na drogach sportowych, jak i wielowyciagowych. Glówny sektor sportowy znajduje sie w szczytowej partii sciany. Do dróg startuje sie z olbrzymiej pólki z której roztacza sie wspanialy widok. Trudnosci dróg od 4 do 7b. Wiekszosc dróg mozna przedluzyc o dodatkowe 2-3 wyciagi na sam szczyt. Drogi wielowyciagowe, to poczynajac od krótkich, 2-3 wyciagowych sportowych tras, po dlugie 9-cio wyciagowe wyzwania biegnace glównym spietrzeniem sciany, przez fantastyczne przewieszenia. Wiekszosc z nich jest ubezpieczona, jednak przed wejsciem w sciane warto zweryfikowac ta informacje z przewodnikiem.

ZACHODNIA KORSYKA

PORTU ***

Sektor sportowy na plazy w Portu

Dojazd
Jest kilka mozliwosci dotarcia do Portu - droga D81 z Calvi lub droga D84 z Albertacce. By dotrzec bezposrednio do plazy, przy której polozony jest sektor wspinaczkowy nalezy z obydwóch dróg kierowac sie na D81 na Piane, by nastepnie po ok. 0,5 km zjechac w prawo. Po drodze mijamy Camping Municipal Portu (zjazd w prawo) – kontynuujac jazde docieramy do plazy. Sektor (N 42o15’51”, E08oo41’28”) polozony jest po lewej stronie zatoki. Parkujemy na obszernym parkingu w okolicach pobliskich restauracji.

Nocleg
Wspomniany wczesniej Camping Municipal Portu.
Zdecydowanie wartym polecenia miejscem jest stary port lezacy nieopodal drogi na Piane (ok. 3km od skrzyzowania D81 i D84). Zjezdzamy w prawo za drogowskazem Port de Castagna i stroma droga docieramy po chwili do starego portu (N 42o15’42”, E08o40’40”). Jest to doskonale miejsce do rozbicia namiotu – przygotowane trawiaste platformy. Dodatkowo obok plynie maly strumyk z pitna woda. Jedna z najlepszych miejscówek, jaka znalezlismy na Korsyce.
Spanie na plazy bezposrednio przy sektorze – jak zauwazylismy, jest to tez dosc popularne.
Opis
Sektor w Portu to doskonale miejsce na odpoczynek polaczony z wspinaniem. Ilosc dróg nie poraza (ok. 20, od 5b do 6c), przy czym lewa czesc sciany bywa mokra (wystawa pólnocna). Jednak bezposrednia bliskosc morza i wspanialej plazy rekompensuje te niedostatki z nawiazka. Drogi glównie plytowe z doskonalym tarciem. Samo miasteczko jest stosunkowo niewielkie i zwiedzic mozna w nim jedynie wieze polozona na cyplu (wstep platny). Reszta to hotele i restauracje.

PÓLNOCNA KORSYKA

LES ILES ***

Les Iles - wspinanie pod latarnia :)

Dojazd

Z drogi N197 prowadzacej wybrzezem z Calvi do Corte, zjezdzamy do miasteczka L’lle-Rousse. Nalezy podazac za drogowskazami prowadzacymi do portu promowego. Po dotarciu do niego parkujemy na parkingu w okolicach restauracji (N 42o38’34”, E08o56’09”) i udajemy sie sciezka w kierunku latarni morskiej. Po kilkuset metrach odbijamy w prawo w kierunku widocznych pomaranczowych scian sektora sportowego.

Nocleg
Patrz – Lumiu.

Opis
Les Iles to raptem kilkanascie dróg o trudnosciach do 6b, stad tez trudno tu spedzic wiecej niz kilka godzin. Warto zobaczyc wspomniane miasteczko, przed udaniem sie do kolejnych rejonów.

LUMIU ***

Tarciowe plyty Lumiu 

Dojazd

Jadac droga N197 z Calvi w kierunku Corte, po ok. 10km docieramy do miejscowosci Lumiu. Tu skrecamy w prawo do centrum i po kilkuset metrach parkujemy za serpentyna (N 42o34’38”, E08o50’10”), nieopodal kontenerów na smieci. Stamtad przechodzimy sciezka pomiedzy zabudowaniami. Pnie sie ona do góry i po ok. 20min doprowadza nas pod sciane.

Nocleg

1. Jadac z Portu na Calvi droga D81b dojedziemy do charakterystycznego tarasu widokowego na przyladek Pointe de la Revellata oraz Calvi. Zaraz za nim bedzie skret w prawo na kaplice Notre Dame De La Serra. Po drodze mijamy zródlo wody pitnej. Docieramy ta droga do malowniczo polozonej kapliczki na wzgórzu (N 42o33’07”, E08o44’19”). Jest tu wiele dogodnego miejsca na rozlozenie namiotu – warto poszukac, tego odpowiedniego. Widoki zarówno w dzien i w nocy na Calvi i zatoke – bezcenne :).

2. Ok. 2 km od L’lle-Rousse w strone Calvi znajduje sie zjazd na parking przy plazy (N 42o37’30”, E08o54’12”). Mozna na nim przenocowac (brak wody pitnej).

Opis
Wybitnie tarciowe plyty, z czujnym rajbungowym skradaniem. Jest tam kilkanascie dróg o trudnosciach od 5 do 7a. Niestety deszcz uniemozliwil nam dokladniejsze poznanie tego rejonu – zrobilismy tylko po jednej drodze.

CURRIALI ****

Widok z parkingu na Curriali 
fot: Robert Parandyk

Dojazd
Z drogi N197 w L’lle-Rousse skrecamy za supermarketem Casino w kierunku Monticello. Po ok. 4km docieramy do wspomnianej miejscowosci, przejezdzamy przez samo centrum, by na koncu uroczego rynku skrecic w lewo i przejechac przez tunel w kamienicy. Droga ta po ok. 1,5km doprowadzi nas do parkingu przy zródle. Tam zostawiamy samochód i ruszamy w kierunku widocznego sektora. Konieczne pokonanie bramki w ogrodzeniu (zamykamy za soba). Po drodze pod sciane mijamy lokalna scianke wspinaczkowa (przyklejone kamyki do przewieszonej plyty duzego kamienia).

Nocleg
Patrz – Lumiu.

Opis
Kwintesencja wspinania na Korsyce; tafonis, rajbungowe plyty, wspaniale rysy i wszystko to w doskonalej jakosci granicie. Drogi w trudnosciach od 4 do 8a.

Linki:

  • Kategoria: Skałkowe

Autostopem do Ospu

Przemek Kurczych

 

Pan Magister, Pani Magister… jak cudownie to brzmi. Ta perspektywa firm bijących się o nasz CV, zarabianych milionów...

 

Ale za nim to wszystko nadejdzie, postanowiliśmy wspólnie z Tiną w ramach świętowania wybrać się gdzieś przed siebie na wspin. Jako że milionów jeszcze nie zarabiamy, firmy się o nas nie biją, a znajomi marudzili, że początek roku akademickiego i obowiązki wzywają, więc postanawiamy wyruszyć autostopem. Transport zaplanowany, ale, w jakim kierunku jedziemy? Wybór pada na Słowenię (bo blisko, bo możemy, bo tam nie byliśmy, bo ewentualnie ruszymy gdzieś dalej). Plecaki spakowane, topo wydrukowane, ruszamy. Kiedy? Jutro!

 

Pełni pozytywnej energii startujemy z węzła opatkowickiego w Krakowie, gdzie po 30 minutach zabiera nas pierwszy samochód. Na drodze do Cieszyna będziemy przesiadać się jeszcze kilka razy. Zabierze nas m.in. Pan doktor przedstawiający się, jako szalony PiS-ior; facet, którego kiedyś porzucił autobus w Austrii i na stopa go dogonił; tata Tiny przejeżdżający akurat przez Bielsko, wystawiający nas na wylotówkę martwiąc się, że nawet z Polski nie wyjedziemy; bus do Cieszyna z Bielska (tak, tak trochę oszukane, ale czas ucieka); bmw z typowymi dla tego samochodu osobnikami. I tak stajemy na stacji benzynowej przed granicą. Szybki wywiad u kierowców tirów- niestety wszyscy twierdzą, że w tirze mogą mieć tylko jednego pasażera. Czas ucieka, pojawia się lekki stresik, że plan minimum nie wypali (czyli wyjazd, chociaż za granicę naszego kraju). Nagle pojawia się Wybawca, który proponuje podwózkę, jeżeli zmieścimy plecaki w zapchanym bagażniku. Oczywiście, że się zmieściły.

Wybawca okazuje się być polskim emigrantem, który już od długiego czasu zamieszkuje okolice Wiednia. Podróż urozmaicona austriacka muzyką (nie, nie Mozartem, tylko wylewnymi balladami) mija w miarę szybko, mimo, że kierowca niestety nie lubi jeździć z włączonym ogrzewaniem. Wybawca okazuje się bardzo troskliwy o nasz los w Wiedniu i nie chce zostawić nas na "Tankstelle". O godzinie 22 lądujemy w centrum, pod Jugendgästehaus.

Hostel jak na warunki w Wiedniu prawdopodobnie jest tani, ale mimo wszystko nie dla nas (21 euro). Po zdobyciu darmowej mapy Wiednia, rezygnujemy z noclegu w hostelu. Park również nie zachęca, ze względu na dużą aktywność "Kebabów". Uciekamy na pobliską stację metra Handelskai. W ciepłej poczekalni nie śpiesząc się ogarniamy lepsze miejsce na spędzenie nocy i studiujemy dużą mapę Wiednia. I tak podczas którejś z kolei sesji uduchowiania się; mieliśmy już przenieść sie na wyższy poziom świadomości; pojawia się kolejny Wybawiciel, Philip. Philip okazuje się austriackim, pracującym studentem, który wraca z imprezy. Proponuje, że pokaże nam jak się przedostać na drugą stronę miasta, aby dostać się do kolejnego celu naszej podróży. W trakcie rozmowy między Tiną a Philipem wywiązuję się "romans"; połączyła ich tajemna książka związana z biotechnologią, którą Philip zakupił, a dla Tiny jest jej Biblią na studiach (Biochemia Stryera- Tina J); jako że nie mam pojęcia o tych biotechnologicznych tematach nie wdawałem się w dyskusję. Moja taktyka popłaciła, bo po chwili podróży autobusem Philip zaprasza nas do siebie. Ostrzega jednak, że jest to typowe studenckie mieszkanie, może być ciasno. Było zimno- lepiej być obrabowanym w ciepłym mieszkaniu, niż na dworcu.

 

Mieszkanie okazuje się "typowo" studenckie; w Polsce studenci takich warunków szybko nie będą mieć; największym luksusem okazał się imponujący taras znajdujący się na dachu. Mieliśmy zaszczyt podziwiania nocnej panoramy Wiednia, wraz z nowo powstałym najwyższym budynkiem w mieście. Następnego dnia po wymianie kontaktów na facebooku docieramy pod stadion Austrii Wiedeń i przenosimy się w pobliże zjazdu na autostradę. Miejscówka okazuje się kiepska (reakcja wiedeńczyków na nasz niewinny karton- od zdziwienia, przez uśmiechy, po pukanie się w czoło i środkowe palce) w związku, z czym postanawiamy się przenieść w inne miejsce. Korzystając z metra przenosimy się z Dunaumarina, po przez Volkstheater i Westbahnhof docieramy do położonej w południowej części miasta stacji Am Schöpfwerk. (Ciekawostka dla osób podróżujących ruchomymi schodami po Wiedniu, przy prawej stronie stoimy, przy lewej idziemy). Przy Am Schöpfwerk szybko odnajdujemy wyjazd na Autobahna, i zabieramy się do drugiego śniadania. Długo się nim nie cieszymy, zostaje ono przerwane przez dwie osoby oferujące nam transport, ale w drugą stronę.

Mobilizuje nas to do wystawienia kartonu z naszym następnym celem, którym jest Graz. Szybko udaje nam się złapać stopa w dobrym kierunku. Warunki w miarę dobre- ja podróżuję w luksusach, mam tylko stary akumulator i laptopa między nogami, Tina natomiast siedzi wciśnięta miedzy dwa foteliki na stercie pustych plastikowych butelek i innych śmieci. Kierowca jest byłym autostopowiczem,

który mimo niewielkiej odległości bardzo chciał nam pomóc i podrzuca nas na stację w okolicach Baden. Bez problemu przedostajemy się kolejnym stopem na stację w okolicach Grazu. Tutaj zaczyna się pod górkę.

 

Na stacji spotykamy pierwszego na naszej trasie konkurencyjnego autostopowicza. Okazuje się nim podróżujący do Portugalii Słowak, który demotywuje nas tym, że spóźniliśmy się 10 minut, ponieważ podwoził go kierowca jadący do Ljubljany. Stacja nie jest popularna (z nudów liczyliśmy- w ciągu 4 godzin w naszą stronę przejechało około 50 samochodów, a przekazane markerem wiadomości od poprzedników łapiących tu stopa nie są optymistyczne). Nasz Kolega Słowak, który autostopem był nawet w Iranie nie traci wiary i chwilę później odjeżdża w kierunku Udine, na pocieszenie mówi, że najdłużej stopa łapał 11 godzin. Samochodów z każdą godziną coraz mniej- rozbijamy namiot. Następnego dnia zabiera nas trzecie auto jadące w naszą stronę. Opuszczamy, więc przeklętą stację o 10 rano. Spędziliśmy tam marne 20 godzin... Kierowca okazuje się być jechowym, ale na szczęście słabo mówiącym po angielsku, więc dostajemy tylko ulotkę :) (Chyba jesteśmy jedynymi, którzy "zapukali" do drzwi jechowego). Jedzie do Ljubljany, co jest nam po drodze, bo planowaliśmy jechać do Celje i zwiedzić pobliski Kotecnik.

W miarę zbliżania sie do naszego celu, w okolicy pojawia się coraz więcej chmur niezapowiadających nic dobrego...

 

Szybkie sprawdzenie pogody, krótka rozmowa z kierowcą i jedziemy jednak do Ljubljany. Po długich poszukiwaniach sklepu i jakiejś dobrej miejscówki, uznajemy, że najlepszym miejscem będzie zrobienie pikniku wzdłuż zakorkowanej wylotówki. Ledwo siadamy i już podjeżdża białe X5 młodego farmaceuty. Jego celem jest Sezana, jednak szybko oferuje nam, że podrzuci nas do Koziny skąd łatwiej dostaniemy się w okolice Ospu. W Kozinie raczymy się izotonikiem w postaci Lasko i wykorzystujemy jadący w naszą stronę autobus. Kierowca po usłyszeniu gdzie chcemy jechać szybko zadaje magiczne pytanie "have you got cash?". Szybko, luksusowo i za małe pieniądze docieramy do Crni Kalu, gdzie już po zmroku szukamy miejscówki gdzie można by się w miarę sensownie rozbić.

 

Następny dzień to szybkie sprawdzenie, po czym przyjdzie nam się wspinać i od razu zaskoczenie, wycena jest solidna. Nasze plany, co do zrobienia życiówek idą szybko w zapomnienie, a my zabieramy się za wspinanie po drogach nieprzekraczających pięć ce. Następny dzień to już walka na 6a, które porównywaliśmy do polskich VI.2. Cyfrą się nie przejmujemy- ważne, że wspinamy się gdzieś w nowym rejonie. Kolejny dzień to konieczność uzupełnienia zapasów, więc postanawiamy udać się na wycieczkę w poszukiwaniu sklepu i prądu. Przy okazji przyglądamy się Misi, odwiedzamy sektory w Ospie i dopytujemy się o najbliższy sklep w okolicy. Niestety wieści nie są przyjazne i musimy udać się aż do Triestu (20km). Po włoskiej stronie kolejna niemiła niespodzianka, autobus jeździ tylko dwa razy dziennie. Swoją drogą ciekawe jest to, że aktualny rozkład dla tej linii jest z 1999 roku, w Krakowie by to nie przeszło :).

      

Znowu przystępujemy do znanego z Wiednia sposobu, czyli uduchowienia się przy rozkładzie. Długie minuty mijają zanim rozkład staje się, chociaż trochę dla nas zrozumiały. A jesteśmy uważnie obserwowani. Tym razem jest to mieszkaniec znajdującego się po sąsiedniej stronie domu, niemówiący po angielsku Włoch, tylko krzyczący w swoim języku i wymachujący rękami. Jakimś cudem dowiadujemy się, że sklep jest 4 km dalej, więc dziękujemy i ruszamy przed siebie. Po 5 minutach spaceru okazuje się, że nasz krzykacz poszedł do garażu po auto i podrzuci nas do sklepu. (Przemek dostaje od Pana Makaron po łapach, kiedy chciał zapiąć pasy ;) ). Po szybkich zakupach w nowym centrum handlowym i po "pożyczeniu" prądu pora na długi powrót do domu (w tą stronę było pod górkę). Niestety przez następne dni pogoda się załamuje i codziennie mamy podobny schemat- rano mocny deszcz, po południu szukanie suchego kawałka skały i trochę wspinu. Dzięki temu udaje nam się wypatrzyć ciekawą drogę za 6c, a mianowicie Gullivera. Droga startuje małą grotką, po czym wchodzi w przewieszone pęknięcie kończące się kawałkiem płyty, nad którą następuje Rest, później już tylko przewinięcie przez filarek i wejście po klamach do topu.

 

W między czasie robimy sobie wycieczkę do Misi, gdzie zaprzyjaźniamy się z kaloryferami na prostszych drogach oraz mocno narzekamy na ich wyślizganie. Niestety, pewnego dnia podczas wieszania wędki na Gulliverze zaniepokoiło nas pojawienie się powyżej skał samochodu policyjnego. Nie chcąc mieć problemów uznajemy, że następnego dnia ewakuujemy się ze Słowenii (tak, tak, to wyjazd niskobudżetowy) i odwiedzimy znajdującą się w okolicy Triestu Napoleonice. Na odchodne spotykamy Słoweńskiego gospodarza, który częstuje nas wyśmienitymi winogronami. Niestety nie udaje nam się trafić na ostatni autobus w stronę Triestu, więc znowu robimy sobie wycieczkę.

Dotarcie na kemping zajmuje nam cały dzień, duża w tym wina braku jakiejkolwiek mapy miasta lub chociażby planu komunikacji. Po skorzystaniu z uroków cywilizacji postanawiamy sprawdzić jak wygląda nocne życie Triestu i tutaj niespodzianka, nie chodzi się tam na imprezę do klubu schowanego gdzieś w piwnicach kamienicy. To klub wychodzi na zewnątrz. Przed każdym lokalem pojawia się, więc duży bar wraz z dj-ką, a impreza rozkręca się dookoła. Następny dzień to wizyta, w Napoleonice, która nie robi na nas wielkiego wrażenia, wycena już może nie taka mocna, ale ruchy dość parametryczne.

 

Po naradzie (znowu przy winie) postanawiamy w najbliższym możliwym momencie wybrać się do Ospu. Cywilizacja nas trochę rozleniwiła, ochota na wspin jakoś chwilowo uciekła, wino zaczęło (jeszcze) lepiej smakować, a Adriatyk zaczął coraz bardziej kusić. Decyzja- najbliższe dwa dni totalny Rest, w tym szybki wypad do Wenecji. Korzystamy również z odbywających się w okolicy imprez związanych z rozgrywanymi regatami.

 

Po szybkim wypadzie do Misi, zapada trudna decyzja o powrocie do Polski i do czekających na nas milionów. Około 11 meldujemy się na wylotówce z Opiciny w stronę Sezany. Ledwo zaczęliśmy opisywać kartony z celem naszej podróży, a już zatrzymuje się para zmierzająca w stronę Słowenii. Podrzucają nas na przejście graniczne. Niestety miejscówka nie cieszy się popularnością, jednak ze względu na dużą ilość zaobserwowanych tirów na polskich blachach szybko decydujemy się upgredować nasz karton- teraz z dumnie brzmiącą nazwą Polska oraz biało-czerwoną flagą.  Zabieg sie opłacił, szybko zatrzymuje sie dostawczak, a polski kolega jedzie w okolice Wrocławia i chętnie nas zabierze ze sobą. Jedziemy przez Węgry, bo mamy "lekki" nadbagaż, a w drodze towarzyszy nam ciągłe pytanie przez cb radio, czy misiaczki stoją.

 

Wyskakujemy pod Bratysławą i stąd szukamy transportu w stronę małopolski. Na stacji spotykamy parę Węgrów, po trudnych bojach językowych dowiadujemy się,

że czekają już 7 godzin i nic nie mogą złapać. My się nie poddajemy- poprzedni kierowca sprzedał nam cynk, że jest to dość popularna stacja wśród polskich przewoźników z nadbagażem:).

Pierwszy polski tir, który się zatrzymuje od razu nas zabiera. Co najdziwniejsze jest to jeden z wielu podobnych do siebie tirów, które próbowaliśmy zatrzymać w przeciwną stronę, a wtedy podobno był jakiś problem z zabraniem pasażerów- czyżby nagła zmiana przepisów? :). Łóżko za siedzeniami okazuje się bardzo wygodne, a kierowca przemiłym facetem, który się nie spieszy i bez problemu nadkłada dla nas trochę drogi. Mała zasługa w tym tego, że wypowiedzenie leży już na biurku jego szefa. O drugiej w nocy lądujemy w okolicach Czechowic-Dziedzic na krajowej jedynce. Tutaj postanawiamy zakończyć nasz wyjazd, szybki telefon do mamy Tiny i poza noclegiem załapujemy się jeszcze na kolację :)

 

Podczas wyjazdu miała paść syta cyfra, niestety Słoweńcy mocno zweryfikowali nasze możliwości. (A może to niewielka liczba załojonych wcześniej dróg w przewieszeniu?)

Teraz zostało tylko doładować przez zimę i wrócić do Ospu. Cyfra może nieimponująca, ale jakaś jest.

 

Z ciekawszych dróg Tinie udało się zrobić:

  • Kamnolum 6a+ Rp, Misia Pec
  • Krjavelj 6b Os, Misia Pec

 

Ja też się zbytnio nie postarałem:

  • Pomeranca 6a Rp, Crni Kal
  • Kamnolum 6a+ Rp, Misia Pec
  • Gulliver 6c Rp, Crni Kal
  • Il vassoio fantasma 6a+ Os, Napoleonica

 

Na koniec jeszcze garść ciekawostek:

  • Droga do Słowenii zajęła nam około 56 godzin, pokonaliśmy około 930 km, korzystając z 9 stopów, 2 autobusów i 4 pociągów metra.
  • Droga do Polski zajęła nam 15 godzin, pokonaliśmy około 860 km skorzystaliśmy tylko z 3 stopów.
  • Najwięcej jednym stopem pokonaliśmy 530 km, a najmniej 2km.
  • Najdłużej czekaliśmy 20 godzin, a najmniej około 5 minut.
  • Nie udało nam się rozszyfrować rozkładów jazdy komunikacji miejskiej w Trieście, pomimo korzystania głównie z jednej linii autobusowej nie udało nam się przejechać nią dwa razy po tej samej trasie.
  • W Wiedniu kasownik w komunikacji miejskiej jedynie kasuje bilety, w przeciwieństwie do krakowskich nie sprawdzimy na nim pogody, nie posłuchamy muzyki ani nie zrobi nam on kawy... 
    Dziwne, takie miasto, a ma najzwyklejsze kasowniki.

 

O odwiedzony przez nas rejonach można przeczytać tutaj:

 

 

W trakcie wyjazdu wspierali nas:

 

 

Wielkie dzięki również dla wszystkich, którzy nas podrzucili, przenocowali i pomogli.