banner SWW

  • Kategoria: Górskie

Andy zimowo - Cajon del Maipo

MY i nasze filaryZimowa wyprawa w Andy, Chile, rejon Cajon del Maipo od 20 sierpnia do 20 września 2017 r.
Uczestnicy:
- Adam Bielecki, KW Kraków, BLACK YAK.
- Paweł Migas, ŚKA Kielce.
- Jacek Czech, KW Katowice, KS Kandahar, „W SKALE” – szkoła wspinaczkowa Haliny i Jacka Czech.

Kalendarium wyprawy:

20 sierpnia. Nasze bagaże wylatują z Warszawy, my dwa dni później. W wyniku awarii samolotu do Santiago de Chile docieramy w środę przed południem. Na lotnisku wita nas Sebastian Rojas Schmidt – czołowy chilijski wspinacz i narciarz wysokogórski. Pakujemy się do jego Land Rovera i zaczynamy naszą andyjską przygodę. Późną porą (około 2 w nocy), po kilku godzinach jazdy po wertepach, docieramy w rejon Valle del Arenas.

24 sierpnia. Dzień ten traktujemy jako aklimatyzacyjny, poznajemy okolicę i lustrujemy podejścia pod okoliczne ściany oraz zapoznajemy się z wysokością docierając na skiturach do wysokości 3200 m.n.p.m.
Następnego dnia na „lekko” wspinamy się na łatwych jednowyciągowych lodospadach (WI 3, WI 4+) w sektorze La Resistencja, a wieczorem pakujemy plecaki na poważny wspin.

Adam w dolnych trudnościach RUTA POLACA26 sierpnia. Ponad nami wznosi się rozległa południowa ściana Cerro Arenas z opadającymi w stronę naszej bazy czterema ponad 1000 metrowymi filarami. Jako cel naszej wspinaczki wybieramy ten środkowy, opadający najniżej. Start (3020 m.n.p.m.). Wspinaczka to stałe trzymanie się przez kilkaset metrów biegnącej lekko diagonalnie formacji kominów i rys. Schodkowaty charakter ściany wymaga od prowadzącego czujności i delikatności na licznych połogach oraz mocy i sprytu na przewieszkach. Tworzenie nowej drogi w tak wielkiej ścianie ma swój „aromat” – jesteś odkrywcą tego czego jeszcze NIKT nie dotkną przed tobą, bo ty jesteś w tym miejscu pierwszym człowiekiem na świecie. Po 9,5 godzinach szukania i odnajdywania, wątpliwości i nadziei, zimna i potu, nerwów i radości, stajemy na szczycie centralnego filara Cerro Arenas (4020 m.n.p.m.) tworząc nową drogę „RUTA POLACA”, M5+, TD+, OS.

30 sierpnia. Wspinamy się na zachodniej skalnej ścianie Fondo Marino, gdzie pokonujemy eksponowaną, 6 wyciągową drogę „Nautilius” 220m., 5.10c, OS, z licznymi amonitami, stającymi się w czasie naszej skalnej wędrówki stopniami i chwytami.

1 i 2 września. Zmuszeni koniecznością zakupu prowiantu i zahaczając o skałkowy rejon EL ARRAYAN wspinamy się w sportowym, górskim rejonie TORRECILLAS. Wspólnie przechodzimy 8 wyciągową łańcuchówkę „5.120” + „Tres Monos” 280m., 5.11b, FL, a Adam z lokalsem Alexis dokłada do tego „Centro Masa” 90 m., 5.10c, OS.

Jacek w trudnościach Tesknoty8 września. Po kilkudniowym ładowaniu w skałach znów stoimy pod Cerro Arenas. Tym razem wspinamy się prawym, bardziej stromym i lekko wyższym filarze. Dachówkowate ułożenie płyt wyciska z nas wiele potu i emocji. Naszą formacją wiodącą jest wielka depresja, „diretissima”, gdzie trudności rosną wraz z wysokością z kulminacją w okolicach 3700 m.n.p.m.. Oj nie był to łatwy teren: płyty, trudna asekuracja, przewieszki, kruszyzna, kominki, uciekające godziny i siły, i WIARA, która pozwoliła mi liczyć, że nie odpadnę i że za kolejnym załomem też dam radę. Na szczyt filara (4050 m.n.p.m.) docieramy już w zupełnych ciemnościach. Od naszej bazy dzieli nas jeszcze kilka kilometrów, a od naszych kochanych rodzin tysiące, jesteśmy bardzo zmęczeni, szczęśliwi, że nie trzeba będzie się tej zimy już wspinać, że wracamy, że "Człowiek skazany jest na tęsknotę, bo na dole tęsknimy za górami a w górach za rodzinami", tak powstaje nasza druga droga
"TĘSKNOTA" ED-, M6, 900m, 13h , OS.
Kilkudniowe załamanie pogody nas nie martwi bo wypoczywamy. Jednak spanie w namiocie na śniegu, monotonne jedzenie, zimno i ogólnie niewygody zimy już delikatnie nas wkurzają. Odliczamy dni do wylotu i prowadzimy niekończące się „górskie opowieści”.

pod zacieciem Polakow13 września. Pojawia się małe okno pogodowe pozwalające nam na powrót na zachodnią FONDO MARINO w celu wytyczenia nowej drogi. Trochę słońca rozgrzewa nas optymizmem i napieram na dziewiczą płytę pod okapikiem. Kilka metrów wspinaczki „skayhook”, jedynka, zakładam spita i bam…, kotwa słabej jakości ukręca się i spada, czujnie odciążam „skayhooka” i wycofuję się do gleby. Decydujemy się na wspinaczkę systemem zacięć, rys i kominów przecinających diagonalnie ścianę. Ostatecznie drogę „ZACIĘCIE POLAKÓW” 180m., V+, 3,5 godz., OS, kończymy w lekko padającym śniegu.

14 września. Adam wraz z Nico de Lafuente Negro w sektorze LA RESISTENCIA robią nową czterowyciągową drogę 200 m., WI4, M4+.

15 września. Próbujemy lodowej wspinaczki na południowej ścianie Cerro Morado (powyżej 4000 m.n.p.m.). Jednak późna pora, dłuuuugie podejście, zmęczenie itp. powodują mój i Pawła brak wspinaczki, a Adama i Sebastiana rychłą z niej rezygnację.

17 i 18 września. Znów odwiedzamy skałki EL ARRAYAN, gdzie w czasie kilku wizyt pokonujemy około 50 dróg o trudnościach do 6c OS i 7b RP.

Jacek WI4la resistencja19 września . Jeszcze przed wschodem słońca wstajemy, aby przygotować się do wylotu i już tylko 17 godzin w samolotach, kontrola celna na Okęciu i znów stajemy po drugiej stronie kreski wyrysowanej farbą na podłodze. WRÓCILIŚMY – dzięki CI BOŻE.
Wytyczone przez nas drogi maja wycenę bardzo subiektywną i określoną przez zespół na podstawie naszych doświadczeń wspinaczkowych, po dyskusjach i sporach. Miło nam będzie , kiedy inne zespoły drogi te powtórzą i wypowiedzą się na temat naszych propozycji wycen. Długości dróg są deniwelacją od startu do końca wspinaczki, co w rzeczywistości sprawia, że suma długości poszczególnych wyciągów daje większe ilości metrów.
Wyjazd odbył się dzięki naszym oszczędnościom, wsparciu naszych kochanych żon i bliskich. Liofilizaty podarował nam LyoFood, a haki „Kazio”. Nadal liczymy na wsparcie PZA.
Wszystkim tym którzy nam kibicowali, modlili się za nami oraz w jakikolwiek sposób nas wsparli BARDZO DZIĘKUJEMY !

W imieniu Adama, Pawła i swoim z górskim pozdrowieniem : Jacek Czech ”W SKALE”. 
FOTO ARCHIWUM: Adam/Jacek.

baza

 

  • Kategoria: Górskie

Transylvania

„Transylvania” – niezwykła, długa droga biegnąca środkiem ściany Monte Casale w Dolinie Sarca (okolice Arco)!

19 lipca 2017 roku w zespole Paweł Zieliński (KW Kraków, AWF Kraków) oraz Dawid Tyrka (AWF Kraków) przechodzimy ponad kilometrową Transylvanie OS (VII, 1100m) w czasie 9,5 godziny.


Do powtórzenia tej pięknej drogi zachęcił nas Paweł Migas, który rok wcześniej poprowadził ją wraz z Adamem Bieleckim i Jackiem Czechem.

Po rozwspinaniu pierwszego dnia na drodze Diedro Martini (VI+, 500m OS) robimy dzień resta, sprawdzamy podejście i trzeciego dnia wstajemy wcześnie rano pod Transylvanią.

image002

Poranna kawa i Monte Casale (Dol. Sarca) (fot. Paweł Zieliński)

Droga ta zdecydowanie zasługuje do miana jednej z najładniejszych (i zarazem najdłuższych) w okolicy. Biegnie bardzo logiczną linią, głównie płytami oraz niewielkimi zacięciami. Asekuracja jest bardzo rzadka, spity występują często co kilkanaście metrów bez możliwości dołożenia własnej asekuracji (właściwie na całą drogę osadziliśmy chyba tylko 2 mechanik)i.  Należy zatem czuć się swobodnie na trudnościach VII, ewentualne loty oraz ulewa może okazać się bardzo groźna.

image001

Schemat i opis Transylvani (topo: „Arco Pareti”, Diego Filippi)

Skała to bardzo dobrej jakości wapień, chociaż bardzo trzeba uważać na spadające kamienie, zwłaszcza w żlebie przy 10 wyciągu (Dawid dostał kamieniem w klatkę piersiową, na szczęście skończyło się tylko mocnym rozcięciem). Wszystkie stanowiska są ze spitów. O urodzie drogi świadczy też fakt, że crux znajduje się na przed ostatnim wyciągu, po ponad kilometrze wspinania. Jest to piękna płyta, gdzie trzeba zachować na prawdę chłodną głowę, mając w trudnościach wpinkę około 8 metrów pod nogami :)  Rzadko się zdarza, że tak długa droga prawie wszystkie wyciągi ma bardzo ładne i wspinaczkowe. Polecamy i zachęcamy do powtórzeń!

image003

Paweł Zieliński i Dawid Tyrka po zrobieniu Transylvanii (fot. Paweł Zieliński)

Sprzęt: zestaw standardowy, liny koniecznie 2x60m, około 10 ekspresów

Podejście: Zaparkować najlepiej na parkingu pod kamieniołomem. Stamtąd kierujemy się wzdłuż  ogrodzenia kamieniołomu ewidentną ścieżką śledząc kierunkowskazy na Via Ferratę

Zejście: Zejście niestety nie jest proste, a w nocy może okazać się bardzo skomplikowane.  Po zakończeniu drogi na szczyt trzeba przedostać się jeszcze nieewidentnym parchem (trudności około III). Najlepiej nie rozwiązywać się i przejść to na lotnej. Będąc na szczycie kierujemy się żółtymi kropkami w lewo. Następnie dochodzimy do miejsca gdzie zaczynają się także kropki niebieskie, tam kierujemy się lasem w dół za niebieskimi kropkami na drzewach, po około 30min dojdziemy do głównego szlaku czerwonego który zaprowadzi was wygodną ścieżką do miejscowości Sarche.
UWAGA: Kropki malowane na drzewach są bardzo słabo widoczne, w nocy może być duży problem z ich odnalezieniem.


Oprócz Transylvanii, w okolicach Arco udało nam się z Dawidem zrobić jeszcze kilka pięknych dróg, m.in.:

Diedro Martini (VI+) 500m, OS

Cesare Levis (VII+) 300m, OS

Barbara (VI) 300m, OS (1x A0)

Wracając do Polski udało nam się jeszcze zahaczyć o północną ścianę Triglavu i przebiec ją drogą Niemiecką (IV, 1300m) OS w czasie 5h25min!

image005

Dawid Tyrka na Drodze Niemieckiej, IV (Triglav) (fot. Paweł Zieliński)

 image006

Dawid Tyrka i Paweł Zieliński na szczycie Triglavu (2864m.n.p.m.)

 

Autor: Paweł Zieliński (KW Kraków, AWF Kraków)

  • Kategoria: Górskie

Wielki Młynarzowy Żleb

Jeszcze przed świętami ekipa w składzie: Asia Klimas, Michał Majczak, Maciek Rabsztyn i Michał Semow, wyrwała się  w środku tygodnia korzystając z utrzymującej się lampy na podbój Wielkiego Młynarzowego Żlebu. Poniżej kilka słów sprawozdania z tej "eskpedycji". 

DSC05170

Niewątpliwym przyczynkiem do tak karkołomnego wyczynu były doniesienia kolegi Kacpra T. na temat możliwości załojenia żlebu w aktualnie w owym czasie panujących warunkach. Doniesienia te, powtarzane z ust do ust a poparte zdjęcia ze znanego portalu społecznościowego (dowodzącymi rzeczywistości przejścia), zmieniły się w mojej świadomości w coś na kształt:  "jedźcie, warun petarda, betony alpejskie". A że spręż był - spakowaliśmy zapas śrub rurowych, kilka camów, dwa batony, i wystartowaliśmy. A jedynym problemem było to, co zrobimy z wolnym popołudniem, gdy droga padnie tak szybko. 

O, jakże nas po raz kolejny góry ustawiły do pionu. Śnieg owszem był alpejski - ale kopny. Częściowo zakopane ślady kolegów poprowadziły nasze dwa zespoły do góry, jednak w górnej części zdecydowaliśmy "powspinać wreszcie" i pójść prożkiem lodowym. Potem jeszcze kawał świata do przejścia bądź to głębokim śniegiem, bądź terenem mikstowym (odsłonięte trawki). Gdy po 6 godzinach wylądowaliśmy na Niżniej Młynarzowej Przełęczy, opcja wejścia granią na szczyt Młynarza ustąpiła wizji wyprażanego sera w Podspadach. Mknąc co rak wyskoczy, osiagnęliśmy więc Łysą Polanę a później Kraków - zamykąjąc akcję door-to-door niezbyt imponującym czasem 20 godzin. 

Wielki Młynarzowy Żleb to piękna droga o alpejskim charakterze, na którą warto wybrać się wiosną, gdy zalegają tu betony a lody są jeszcze dobrze wylane. Progi lodowe są w większym stopniu zasypane, asekuracja nie jest potrzebna między innymi ze względu na brak ryzyka wyjechania śniegu, trawy są przykryte. Po co więc chodzić na taką drogę we wczesnozimowych, mało optymalnych warunkach? Ano po to, żeby się powspinać :) 

Z taternickim,
Michał Semow

[zdjęcia: Maciek Rabsztyn & Michał Semow]

 

 

  • Kategoria: Górskie

Pytlákův Expres VI+

 

Wybija godzina 05:00 gdy dzwoni budzik. Nikt nie ma jednak ochoty wstawać. Zmęczenie po akcji na Gerlachu daje się we znaki. Mija 10 min kiedy budzik dzwoni ponownie. Trzeba w końcu wstać inaczej będziemy tego później żałować czekając w kolejce pod ścianą! Budzę więc chłopaków i "zachęcam" do wyjścia. Nie widać jednak spręża w narodzie.
 
Po chwili nareszcie wstają. Powoli i ospale przygotowujemy śniadanie. Szybka kawa / herbata, pakowanie plecaków i chwilę po 06:00 ruszamy już w  
stronę Batyżowieckiego. Idę pierwszy. Za mną Krzysztof a na końcu biegnie Michał.
  
Na ten dzień w planie mamy przejść Čihulov Pilier a jeśli czas pozwoli to może nawet coś jeszcze. O wszystkim będziemy decydować pod ścianą. Zanim jednak tam docieramy, Krzysztof sugeruje zmianę planów. I tak żeby zamiast na filar, spróbować przejść Pytlákův Expres ("tam przynajmniej się powspinamy"). Mi ten pomysł średnio się podoba. Jestem jeszcze lekko zmęczony po poprzednim dniu. Michał, który ma pomóc zdecydować co robimy, nie ma zdania...
  
I w ten właśnie sposób, parę minut po godzinie 07:00 wbijam się w pierwszy wyciąg Pytlákův Expres ;-)
  
Droga startuje na lewo od drogi Kutty. Z półki po obłych (wymytych) płytach dochodzę do charakterystycznych odciągów, z których skośnie na lewo dochodzę pod zacięcie, gdzie zgodnie z topo, zakładam stan (spit). 
 
Na dojściu do stanowiska znajduje się zaklinowany friend.
 
widok z pierwszego stanowiska na start drogi
Krzysztof pod stanowiskiem
  
Wyciąg drugi to piękne, miejscami połogie, zacięcie za VI-. W kluczowym miejscu można znaleźć hak. Asekuracja siada jednak tutaj bardzo dobrze. Po przejściu zacięcia należy wyjść na wygodną platformę, z której dalej skośnie w lewo, przez płytkę z wymyciami. Stan znajduje się pod okapem (dwa spity).  
Ja niestety poszedłem prosto do góry, przez co straciliśmy trochę czasu na przeniesienie stanowiska.
 
 
Michał na dojściu do drugiego stanu
 
Na wyciągu trzecim zamieniamy się z Krzysztofem na prowadzeniu. Tutaj Krzysztof ze stanowiska startuje prosto do góry, do podchwytów znajdujących się w okapie nad nami. Dalej przez przewieszkę  za V+ (raczej łatwo). Następnie po wyjściu na połogą płytkę, trawersuje w lewo, gdzie systemem rys / małych chwytów dochodzi do kolejnego stanowiska (dwa spity) pod okapem.
 
płytka na trzecim wyciągu
 
 
Początek wyciągu czwartego to już kluczowe trudności drogi za VI+. Siłowe wejście na odciąg w wypychający kominek oraz "nieprzyjemny" i eksponowany trawers w prawo, po przejściu którego, dalej już łatwym terenem do kolejnego stanu.
Nie wiem jak trudności na prowadzeniu odczuł Krzysztof, ale widać było, że jest hardo! Dla mnie osobiście przejście tego miejsca z plecakiem nie należało do najprzyjemniejszych. Na szczęście dobra praca nóg i szerokie rozstawianie się na tarcie skutecznie pomogło pokonać trudności. Na pewno jednak nie było to najłatwiejsze VI+ jakie do tej pory robiłem.
 
Zjeżdżając drogą Kutty zauważyliśmy, że istnieje jeszcze jeden wariant przejścia tego wyciągu. Zespół, który wspinał się po nas, poszedłszy od razu do góry, pomijając trawers w prawo. Być może jest to jakiś wariant z prostowaniem :-)
 
 
kluczowe trudności drogi (zdjęcie zrobione podczas zjazdów drogą Kutty)
Michał na wyjściu z trawersu
dojście do czwartego stanu
  
Wyciąg piąty i szósty jest już generalnie mało ciekawy. Piąty to głównie szukanie skały między kawałkami trawy. Szósty natomiast to już wejście na grań. Oba bardzo łatwe i mało wspinaczkowe. Także o ile ktoś nie chce robić dalej grani Batyżowieckiego Szczytu to zachęcam od razu do zjazdów drogą Kutty. Jeśli jednak ktoś zdecyduje się iść dalej, tak jak my, to na końcu ostatniego wyciągu znajduje się "ring" oraz spit do zjazdu na trawiastą półkę. 
 
wspinanie w trawach na wyciągu piątym ;-)
wyjście na grań
czas na zjazdy...
 
Kościółek... Páleníčkova Cesta wygląda bardzo zachęcająco!
i czas wracać do Krakowa... 
 
 
O dziwo dotarcie do postawy ściany poszło nam bardzo sprawnie. Jeśli dobrze pamiętam to w trochę ponad godzinę ogarnęliśmy w trójkowym zespole 4 zjazdy. Na drugą drogę tego dnia w końcu się nie decydujemy. Podczas zjazdów naliczyliśmy aż 5 zespołów na drodze Kutty... Mimo tego do Krakowa i tak docieramy dopiero po 19:00.
 
Droga sama w sobie specjalnie mnie nie zachwyciła. Jako główny cel na jeden dzień zdecydowanie nie jest warta zainteresowania. Bardziej bym ją potraktował jako sprawdzian swoich umiejętności w, nie łatwej cyfrze, VI+, niż jako piękną drogę wspinaczkową. Na szczęście poprzedniego dnia zrobiliśmy super cestę na zachodniej ścianie Gerlacha, także w ogólnym rozrachunku nie ma czego żałować.
 
Dla zainteresowanych przygotowałem topo z naszego przejścia drogi. Na żółto zaznaczony jest prawdopodobnie wariant prostowania.
 
Sam schemat dostępny jest również na stronie tatry.nfo.sk
 
Tekst i zdjęcia: Marcin Szymkowski
  • Bartek i Asia Klimas
  • Kategoria: Górskie

Norwegia - wspinaczkowe know how

Baltic Trip 07Ogólnie wrażenia

Ogólnie to warto, zdecydowanie warto odwiedzić Norwegię. Zarówno pod kątem wspinaczkowym jak i krajobrazowym. Kraj ten jest mocno zróżnicowany i powinien zachwycić każdego (no, może poza zwolennikami wielkich miast i turystyki sakralnej :).

Podczas podróży trzeba opanować w sobie instynkt japończyka i nie strzelać każdemu ładnemu widoczkowi zdjęć - bo to nie ma sensu - jest ich zbyt dużo.

W kontekście wspinania a konkretnie wspinania na Lofotach (bo tam spędziliśmy najwięcej czasu) - to absolutny top wspinaczkowy :)

 

Wspinanie

My zaliczyliśmy podczas naszej podróży wspin na Lofotach i w Sedestal. Ta pierwszy rejon jest zdecydowanie warto polecenia. Najwyższa jakość wspinania, rewelacyjne formacje (ach te rysy) i jakość skały. Niestety pogoda lubi tam być kapryśna - nam szczęśliwie udało się powspinać przez 5 z 7 dni.

W kontekście Sedestal, to mamy mieszane uczucia - dla osób lubiących połogie, tarciowe płyty, to może być atrakcyjna miejscówka. Dla mnie to nie jest raczej rejon w który bym się chciał wybrać drugi raz w najbliższym czasie.

 

Mapy

Polecam kupić sobie dobre mapy drogowe Norwegii, jeżeli planujemy się trochę powłóczyć po niej. Pomogą one nam zdecydowanie bardziej niż atlas drogowy Europy. W kontekście map turystycznych, to warto ściągnąć na komórkę LocusMaps i mapę Norwegii (darmowe). Warto też mieć aplikację na smartfona Norgescart. Pozwala ona na ściąganie dokładnych map Norwegii. Niestety ma to dwa istotne mankamenty:

- konieczność posiadania pakietów transmisji w roamingu (alternatywą jest częste odwiedzanie darmowych wifi),

- wersja darmowa aplikacji po relatywnie krótkim czasie usuwa zapisane i ściągnięte mapy. Tak więc pomimo tego, że skorzystamy z opcji załadowania danych dla danego obszaru celem pracy offline, to zostaną one często w chwili w której ich potrzebujemy usunięte. Dodam, że nie można załadować wcześniej map o dużej dokładności (powyżej 15).

Zasadniczą zaletą Norgescart jest duża dokładność map, która pozwoli nam planowanie wycieczek bez posiadania szczegółowych papierowych map danego rejonu. Jak się jednak okazało - są pewne ścieżki na LocusMaps, które nie były zaznaczone na Norgescart. Zatem dla piechurów polecam posiadanie tych dwóch map.

Na sam koniec warto mieć po prostu dobrą nawigację samochodową - ja korzystałem z iGO Europe i z małymi wyjątkami sprawdziła się ona bardzo dobrze.

Całość naszego wyjazdu: trasę i punkty charakterystyczne, możecie znaleźć pod tym linkiem.

 

Baltic Trip 11Podróż samochodem

To chyba najbardziej optymalny wariant podróżowania po Norwegii. Rowerem takich dystansów nie pokonamy, pieszo tym bardziej. Publicznego transportu do objazdówki chyba nie ma sensu rozważać.

Warto sobie zerknąć na listę narodowych odcinków dróg Norwegii. To wybrane i szczególnie piękne fragmenty, w których sama jazda jest niezłą frajdą.

Nam się zupełnie przypadkiem (nie znaliśmy tej listy wcześniej) udało wyhaczyć dużą cześć z nich :)

Podczas jazdy przez zalesione tereny w nocy warto uważać na renifery - nie są one co prawda tak szybkie jak nasze sarny, niemniej nie są też zbyt chętne do opuszczania jezdni jak już raz na nią wejdą :)

Tak czy siak trzeba na nie mocno uważać. Jak łatwo zauważyć - wielu lokalsów ma zamontowane dodatkowe reflektory z przodu samochodu do oświetlania sobie drogi, celem zobaczenia zwierzaków z wystarczającym wyprzedzeniem.

Dodatkowo zwykle na głównych drogach krajowych pas drogowy jest szeroko oczyszczony z drzew, przez co łatwiej zauważyć zwierzynę. My staraliśmy się nie jechać w nocy - jedno to bezpieczeństwo, drugie to fakt, że w nocy omijają Was widoki :)

Drogi

Generalnie w dobrym stanie, aczkolwiek jest na nich dużo remontów. Podobnie jest też z tunelami. Musicie uważać na jasno zielone tablice, które informują często o tym, że dany odcinek drogi/tunelu w związku z remontem, będzie zamykany np. na noc. Raz nam się zdarzyło, że musieliśmy czekać 1.5h aż nam otworzą tunel. Zwykle alternatywne trasy nie są atrakcyjne czasowo.

Co do prędkości - to idzie się przyzwyczaić do jeżdżenia w trybie 50/80. Jest dość dużo fotoradarów - o większości z nich jest wcześniej stosowna tablica informacyjna, niemniej zdarzają się i takie, które takiej nie mają :)

Za to przez cały przejazd przez Norwegię nie uświadczyliśmy ani jednego patrolu policji kontrolującego prędkość. Generalnie radiowozy zdarzyło nam się widzieć 2-3 razy.

Część dróg jest płatna - niektóre przy użyciu systemu Autopass (dobrze jest sobie w nim wyrobić wcześniej konto), niektóre w postaci szlabanu i terminalu płatniczego.

Zwykle o wysokości opłaty dowiemy się przed wjazdem na daną drogę, ale to też nie jest regułą. Czasem warto jest zapłacić i skrócić trasę. My spotkaliśmy się z opłatami na poziomie 80-120 NOK.

 

Baltic Trip 13Paliwo

Do tanich nie należy, ale da się wytrzymać. Ceny w sierpniu 2016 wahały się od 10.60 do 15 koron - tak więc rozrzut jest dość duży. Zwykle warto tankować w dużych miastach, a przy podróży na południe - im niżej tym lepiej (aczkolwiek to też nie było regułą).  

 

Pogoda

Bywa różna - od pięknego słońca, po ciężkie deszczowe dni. Warto sobie ją sprawdzać na norweskiej stronie yr.no - generalnie ich krótkoterminowe prognozy sprawdzają się z dużą skutecznością.

W kontekście wspinania - to niewątpliwym walorem podróży w lecie północnej części do Norwegii jest dzień polarny.

W przypadku letniego wspinania w okolicy Lofotów praktycznie nie będziemy potrzebowali czołówki, a i samo wspinanie możemy zaczynać dowolnie późno. Brzmi to idealnie, ale tak nie jest - jak nie ma słońca, to temperatura dość znacząco spada.

 

Przydatne drobiazgi

Nie ma sensu wymieniać potrzebnego sprzętu campingowego itp - zakładam, że każdy we własnym zakresie posiada własne patenty. Jedyne co warto uwzględnić, to ilość butli z gazem - my mieliśmy 2 x butle 2kg i obie praktycznie wykorzystaliśmy podczas tego wyjazdu. Przy czym nie ukrywam, że dużo na nim gotowaliśmy :)

Moskitiera - w namiocie ją macie, ale jak śpicie w samochodzie - to polecam kupić taką siatkę w castoramie i założyć na jedno z okien drzwi (od zewnątrz) w samochodzie, aby można było je na noc otworzyć i nie zostać pożartym przez komary.  

Wędka - wszyscy polecają - ja miałem, ale nic nie złapałem :( Dużo osób łowi skutecznie w Norwegii (w morzu nie trzeba na to mieć pozwolenia). Jeżeli ktoś chce spróbować, to niech lepiej wcześniej coś poczyta i się trochę przygotuje, bo mi tego zabrakło.

 

Jedzenie

Piwo / alkohol w Norwegii jest kosmicznie drogi, to nie legenda - lepiej zabrać zapasy ze sobą i nie przyznawać się do nich na granicy :)

W kwestii samego jedzenia, to też niestety, ale ceny w sklepach są znacznie wyższe niż u nas w Polsce. Jest szereg produktów w bardziej przystępnych cenach, niemniej dla oszczędnych polecam zabrać co się da z Polski.

Z dostępnych sieci marketów, Kiwi, jest tą siecią, która oferuje w miarę przystępne ceny.

 

Koszty

Ogólnie podliczając koszty paliwa, 5 promów, autostrad (Norwegia i Polska), jednego noclegu w hytta (200zł) i niewielkich zakupów spożywczych, wyjazd w 2016 zamknął się kwotą ok 5000zł na dwie osoby.  

Nie wliczam w to wszelakich zakupów spożywczo/budowlanych (przeróbka samochodu w minicamper) w Polsce :)

 

Linki:

Pełna relacja (dziennik podróży) z naszego wyjazdu.

Mini przewodnik rockfax.