KW banner 

Młodzieńcze ambicje Nad Kotliny - Syfon Dziadka

Raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy,... Monotonne ruchy przyrządami do wychodzenia, rozgrzewają zmarznięte ciało i pozwalają myślami być gdzie indziej. Ufff! Kolejna studnia za mną.

P7040347
Jaskinia Nad Kotlinami – głębokie, obszerne studnie, szum lecącej wody, surowość tatrzańskich podziemi. Lubię tą jaskinię, tak samo jak dobrze zaplanowane akcje. Tym razem do Syfonu Dziadka i z powrotem. Nie czuję się jeszcze bardzo zmęczony, choć z pewnością wór wiszący u uprzęży, a w nim mokre liny, ciąży coraz bardziej. Chyba czuję się śpiący. Która to już godzina? Czwarta rano? Hmm... najwyższa pora by stąd wyjść, zwłaszcza że właśnie mija czternasta godzina od kiedy zaczęliśmy akcję. Na zewnątrz pewnie już świta. Uwielbiam zejścia do jaskiń! Im głębiej tym większe wyzwanie, im trudniej tym bardziej pociągająco, ale najbardziej uwielbiam latem moment wyjścia z jaskini, zwłaszcza w promieniach wschodzącego słońca i zapachów rześkiej trawy. Szczególnie jest to przyjemne, gdy wychodzi człowiek mokry i zmęczony. Już niedaleko! Prognozy były jednoznaczne – będzie słonecznie!
         Pomysł przejścia Jaskini Nad Kotlinami od otworu do Syfonu Dziadka i z powrotem, miałem w głowie już dawno. Chyba od czasu przejścia do dna tego samego Systemu, tyle że od otworu Wielkiej Litworowej. W „Nad kotlinach” z pewnością jest łatwiej. Tu nie trzeba nieustannie czołgać się w ciasnych korytarzach lub wychodzić czy schodzić w szczelinowych zapieraczkach jak to jest w Galerii Krokodyla. Jedyną trudnością są długie odcinki linowe i... sam ciężar niesionych lin. Orientacja też niezbyt skomplikowana. Najmniej przyjemne w dojściu do dna, a właściwie na wyjściu są Błotne Łaźnie. Nazwa ciekawa i to chyba wszystko, bo poza tym czołganie w błotnych, często nieobszernych pochylniach do przyjemności nie należy, a jak wskazuje sama nazwa, nie jeden poci się na wyjściu walcząc ze śliskim błotem.
        Początek dnia wspaniały – na podejściu lampa, niby gorąco, plecak dość ciężki, ale w sumie idzie się nie najgorzej. Z nóżki na nóżkę, szybkie mijanki nieznajomych turystów i pierwszy przystanek. Ooo?! to już Wodniściak! Łyk picia, batonik, uzupełnienie wody w strumieniu i można biec dalej. Następny przystanek na odbiciu ze szlaku już nad Kobylarzem. Jestem tam dokładnie po godzinie i pięćdziesięciu minutach od wyruszenia z parkingu. Czas całkiem niezły. Można chwilę odpocząć czekając na pozostałych czyli Wojtka, Jędrka, Huberta i Sarę, którzy za chwilę dołączają do mnie i już dalej idziemy razem. Po drodze mijanka otworu Awen w Ratuszu, szybki rzut oka na Siwy kocioł i już jesteśmy pod otworem naszego celu. Przebieranie, jedzenie, odpoczynek. Czas płynie miło, pogoda na pewno sprzyja rozprężeniu. Po chwili trzeba przerwać to słodkie pierdzenie i wchodzić do jaskini.
P7040360Początek to czysta przyjemność studnia za studnią mija bez większych historii. Na dnie Studni z mostami, kawałek marszu, a potem meanderek. Raz w  prawo, raz w lewo. Tu dołem tam górą. Czerwona salka. Aaa... tu do góry, krótka szczelina i kolejna studnia – Mokra czterdziestka, a zaraz za nią studnia Szywały. Ależ się leje! Ten zjazd kierunkowy dość mało wygodny, kolejna przepinka to już jakaś kpina! Nie łatwo się do niej dowahać. Na dnie trzeba szybko uciekać przed wodą. Obejście Gliwickie też nie najlepiej obite, choć pokonuje się je dość szybko. Z dna „Setki” chwilowy marsz, trzy krótkie zjazdy i jesteśmy w Wodociągach skąd już blisko do Suchego biwaku. Ależ tu cicho i miło! Można z przyjemnością odpocząć. Stąd do dna już bliżej niż dalej, więcej chodzenia niż zjazdów na linie. Aż miło się idzie gdy wory są lekkie. Kolejne prożki, meandry, zakręty, drugi biwak, czwarty wodospad no i rozdroże. Na prawo Galeria Krokodyla kusi swym niepozornym wejściem. Jeszcze się spotkamy, choć nie tym razem. My w lewo pochylnią nad Studnię wiatrów i dalej trawersem nad nią do Błotnych łaźni. Podoba mi się ten trawers z szeroką rozpieraczką, spokojnymi, wyważonymi ruchami, a pod nogami trzydzieśmi metrów lufy!
Trochę czołgania, zapieraczki w szczelinie, ostatni zjazd Parszywą siedemnastką, krótki
marsz i dalej suchą stopą iść się nie da! Ależ wali tu wody! Przy tak wysokim stanie tu jeszcze nie byłem. Walące wodospady zagłuszają kompletnie nasze wypowiedzi. Szybkie, pamiątkowe zdjęcia, batonik na pobudzenie, łyk wody na nawodnienie i można wychodzić do góry.

P7050365Na wyjściu kondycja gra kluczową rolę. Bezmyślne „pałowanie” na przyrządach pozwala wyłączyć umysł, przynajmniej tym, którym kondycja na to pozwala. Dobrze dobrana taktyka pozwala ulżyć wszystkim – wzajemna pomoc i  zgranie to podstawa głębokiej działalności. Nam chyba to jakoś wychodzi. Dzielimy się w mniejsze zespoły i jakoś „mkniemy” ku górze. Jedni „reporęczują” inni wynoszą już wory pełne lin do góry i mimo, że odległości w zespołach robią się coraz większe jakoś to świetnie pracuje. Po szesnastu godzinach wychodzimy na powierzchnię. Jest ciepło i słonecznie. Leżymy zmęczeni na trawie sycąc się porannymi promieniami słońca. Udało się! Po raz kolejny...

Ps. Przejście Jaskini Nad kotlinami od otworu do Syfonu Dziadka i z powrotem miało miejsce w dniach 4-5.07.2014 w składzie Hubert Cieplak, Sara Jagiełło, Wojtek Mazik, Piotr Sienkiewicz, Andrzej Witas. Poręczowaliśmy i reporęczowaliśmy od dna Mokrej czterdziestki do Syfonu Dziadka. Czas przejścia w jaskini: 16 godzin.
Piotrek Sienkiewicz