Klub Wysokogórski - Kraków (Club de Haute Montagne - Cracovie)

Zadeklaruj wpłatę 1% podatku dochodowego dla Klubu. 
Zadeklaruj wpłatę 1% podatku dochodowego dla Klubu.

Trafo Boulder Szpil 2 - relacja lekko subiektywna

         Tradycja rywalizacji wspinaczkowej w CW Transformator sięga 2003 roku, kiedy to po raz pierwszy zorganizowano popularne zawody bit&bullder. Od tamtego czasu jesienią na katowicką Ligotę przybywają tłumy twardzieli, prawdziwych mężczyzn (i kobiet oczywiście też), mięśniaków oraz tych trochę mniejszych w okolicach bica, ale równie zaciętych fanów boulderingu, aby stoczyć ze sobą zażartą walkę. Tak też stało się w tym roku. Punktualnie o 8.15 dnia 28 listopada nastąpił start pierwszej grupy. O tej wczesnej porze wystartować mogli jedynie najwytrwalsi zawodnicy, posiadający hart ducha i determinację do porannego wstawania oraz ci, dla których zabrakło miejsc w późniejszych grupach. Ostatecznie wystarczy zaznaczyć, że w ciągu kolejnych dwóch godzin z dziewiętnastoma przystawkami zmierzyli się między innymi: Edyta Ropek, Marcin Wszołek, Olek Romanowski, Konrad Ociepka oraz popularny „Bejb”, czyli Marcin Mach. Już na początku okazało się, że poprzeczka ustawiona jest bardzo wysoko. Faworyci pomacali topy 18-stu baldów. Ten dziewiętnasty okazał się „nieurabialny”. Po krótkiej przerwie swoje 2 godziny dostało od losu kolejnych 60 zawodników, a wśród nich dwóch reprezentantów KW Kraków - Michał Mamcarz i Bartłomiej Kogut. Ich zadanie również nie było takie proste. Pomimo możliwości podglądnięcia patentów podczas startów I grupy musieli rywalizować z Łukaszem Dudkiem, któremu również nie udało się ostatecznie dosięgnąć topowego chwytu najtrudniejszego z boulderów. Podczas, gdy kolejne grupy próbowały przezwyciężyć choć na chwilę grawitacje (ze zmiennym szczęściem niektórym się udawało) z Krakowa dojechali kolejni przedstawiciele KW Kraków - Grzesiek Kita i ja - Jasiek Pałahicki. Po kilkudziesięciominutowym kluczeniu i licznych próbach odnalezienia właściwej drogi w Katowicach (a na mapie wyglądało tak prosto) nareszcie dotarliśmy na ulicę Medyków. Wysiadamy z samochodu, a tu w naszą stronę, mrużąc oczy (jak zwykle bez okularów/soczewek) podąża nie kto inny jak Mechanior we własnej osobie. Daliśmy się namówić na szybki obiad w pobliskim barze, a następnie popędziliśmy dokonać zapisu. Nadszedł ten moment, w którym nacisnąłem klamkę solidnych metalowych drzwi. Znalazłem się w zupełnie innym świecie. Ogarnął mnie lekki i przyjemny mrok. Z głośników sączyły się dźwięki czegoś w stylu prawdziwego techno (w końcu muzę serwował DJ Pazur). Delikatnie duszący magnezjowy pył wirował w powietrzu. Były to niezawodne znaki, że po szybkiej procedurze zapisu należy niezwłocznie rozpocząć rozgrzewkę, a następnie mocno przyładować i nie przejmować się niczym. Punktualnie o 15 przekroczyliśmy próg ligockiej hali będącej niegdyś wielką kotłownią. Szybkie spojrzenie i z ogólnego chaosu wyłoniły się one... prawdziwe baldy! Oczywiście według ułożonej wcześniej taktyki rozpoczęliśmy zmagania od najprostszej przystawki. Dogodne klamy w lekkim przewieszeniu, delikatna skrętka na początek, jeden dłuższy ruch, a następnie trzy skurcze i chwała. Kto by pomyślał, że to takie proste? Z następnym boulderem poszło już nieco trudniej, ale po przezwyciężeniu barier mentalnych i wykonaniu dynamicznego ruchu sięgnąłem wreszcie topa. „No dobra, wszystko fajnie, ale proste możliwości właśnie się wyczerpały.” Po prawej stronie techniczna przystawka na połogach, po lewej strasznie wyglądające oblaki i ostrzejsze przewieszki, Został jeszcze ten masakryczny trawers, albo wejście w okapik. Ostatecznie wybrałem pion z topem polegającym na zahaczeniu palców i zejściu do pozycji wiszącej głową w dół, a następnie położeniu obu rąk na oblaczku. Nie dane mi było jednak dojść do tego finezyjnego momentu, gdyż spadłem nieco wcześniej. Zadowoliłem się w końcu upolowaniem dodatkowych dwóch bonusów i na tym zakończyłem moje zmagania. Miało być tak pięknie, a tu jedynie marne 8 punktów! No cóż, „pierwsze koty za płoty”. Przynajmniej będę mógł pokibicować Mechaniorowi w ostatniej grupie eliminacji i oglądnąć finał, który miał się rozegrać w nowej, tajemniczej formule. Andrzej szedł jak burza. W ciągu godziny z małym hakiem uporał się z 18-stoma przystawkami i rozpoczął żmudne patentowanie dziewiętnastej, tej nieurabialnej. Dziewiczy top połyskiwał w świetle reflektorów. Mechanior drapał się po kolejnych nieprzyjemnych chwytach dopingowany okrzykami w stylu: „Jeeedziesz Aaandrzej! Jedziesz!” lub prostym „Dajesz, dajesz!”. Nie pomogło mu to niestety w dosięgnięciu upragnionej końcówki. Ostatni bald pozostał niepokonany. Do finału rozgrywanego w nowej formule Trafo 2 awansowało 6 zawodniczek i 8 zawodników. Julia Zaniewska, Marta Czajkowska, Edyta Ropek, Oliwka Bechyne, Agata Wiśniewska i Kinga Ociepka okazały się najlepsze wśród pań. Męskie finałowe zmagania urozmaicili Łukasz Dudek, Kuba Ziółkowski, Kuba Główka, Andrzej Mecherzyński-Wiktor, Kuba Jodłowski, Piotrek Bunsch, Olek Romanowski i Marcin Wszołek. W ciągu godziny po zakończeniu eliminacji wygląd hali całkowicie się zmienił. Zamiast 19 przystawek pojawiły się 3 długie. Każdą z nich ogarniał inny kolor cudownej poświaty. W pozostałych miejscach Transformatora zalegał mrok. Nareszcie wyjaśniono zasady nowej formuły. Każdy zawodnik zmierzy się z trzema boulderami. Będzie miał 4 próby, aby je pokonać, ale do punktacji zostaną zaliczone tylko 3 najlepsze występy na każdym baldzie. W efekcie wyszły z tego całkiem mocne (lub też nocne - ze względu na godzinę) interwały. Z małym opóźnieniem przed swoją pierwszą próbą stanęły zawodniczki. Panie zmagały się z kolejnymi ruchami na przystawkach, jednak żadna nie doszła niestety do topa. Prawdziwy pojedynek toczył się właściwie między Kingą Ociepką a Agatą Wiśniewską. Reprezentantka Korony wyszła z niego zwycięsko i wygrała całą rywalizację. Nieco ciekawiej wyglądał występ panów. Ich zadanie zostało oczywiście trochę utrudnione, ponieważ na każdym z baldów odkręcono mniej więcej połowę chwytów. Jako pierwszy wystartował Mechanior. Nie dane było mu jednak dotrzeć do topa, ponieważ odpadł po kilku solidnych ruchach. Kto oglądał kiedyś Andrzeja na zawodach, ten może się domyślić, ile skakania i klepania się po głowie zaprezentował trener naszej sekcji. Praktycznie od pierwszej przystawki widoczna była dominacja Marcina Wszołka. Mar pokazał prawdziwą moc i zapas. Jego kolejne próby były coraz lepsze i to właśnie on był najbliższy dotknięcia topa. Poza tym klasycznie zafundował widzom prawdziwy pokaz techniki wkręcając swoje słynne już kolano czy podhaczając tu i tam piętę. Pozwolę sobie porzucić sportową relacje i przejść do aspektu widowiskowego. Każdy z finałowych baldów miał w sobie charakterystyczne elementy jak daszek, komin (szeroki niczym Komin Świerza) oraz pochylnie z marnymi chwytami. Zawodnicy uskuteczniali swoje patenty, co zaowocowało niemałą rozrywką dla publiczności. Mar restujący na wyjściu z dachu za kant, Mechanior łapiący no-handa w kominku i potrząsający swoją pupą w rytm muzyki, czy też majestatyczne skoki do oblaka na ostatniej przystawce nadały zawodom istnie widowiskowego nastroju. Widownia została całkowicie zahipnotyzowana.

         Słowem podsumowania, tegoroczna edycja zawodów boulderowych (niektórzy wolą określenie zawody towarzyskie) Trafo Boulder Szpil w katowickim Transformatorze zgromadziła na starcie 279 zawodniczek i zawodników. Rywalizację wśród kobiet wygrała Kinga Ociepka przed Agatą Wiśniewską i Oliwką Bechyne, natomiast w kategorii mężczyzn niepokonany okazał się Marcin Wszołek. Na dalszych miejscach uplasowali się Aleksander Romanowski i Piotr Bunsch. Finały zakończyły się około 1.30 w nocy, co spowodowało, że wbrew założeniom nie udało się zamknąć zmagań w ciągu jednego dnia. Po zawodach część uczestników udała się na imprezę trwającą do samego rana, inni zaś spokojnie powrócili do swych domostw. Nie musze chyba dodawać, iż atmosfera była do tego stopnia gorąca, że w przerwach pomiędzy występami kolejnych grup organizatorzy musieli grzecznie wypraszać zawodników i przewietrzać salę (w czasie finałów termometr pokazywał temperaturę 30 stopni Celsjusza). Zarówno zdjęcia z zawodów, jak i pełne wyniki można obejrzeć pod adresem: http://www.centrumtransformator.pl/

           W imieniu swoim i pozostałych zawodników - klubowiczów dziękuję KW Kraków za dofinansowanie wyjazdu.

                                                                                                                                                                                                                                                      Jasiek Pałahicki